Wszystkich Świętych
Komentarze i refleksje

Wszystkich Świętych, to dzień smutny, czy wesoły?

Obrazek: Święci (obraz włoskiego malarza, Fra Angelico, ok. 1395–1455),
Dziś – Wszystkich Świętych. Zastanawiam się, po pierwsze, czy to dzień smutny, czy wesoły? Po drugie, czy mam wspominać i czcić Świętych, czy też zadumać się nad tymi, którzy odeszli, umarli? Już jako dziecko zauważyłam, że ludzie tego dnia są przygnębieni, posępni, przygaszeni. A nawet już na kilka dni przed tym Świętem. Zapewne wiąże się to z odwiedzaniem cmentarzy i grobów swoich bliskich. Wspomina się ich i zwyczajnie robi się smutno, że ich już nie ma z nami. Przypomina się ich moment śmierci, pogrzebu, a może i wcześniejszego cierpienia z powodu choroby…

Wszystkich Świętych

Przypomnę, że świętym (w Kościele katolickim) jest ten, kto został “wyniesiony na ołtarze”. Jest to osoba zmarła, która według hierarchów kościelnych zasłużyła sobie swoją postawą w życiu, zachowaniem oraz nienaganną wiarą w Chrystusa na cześć i uwielbienie wiernych. Największą przeszkodę w uświęcaniu prawdopodobnie stanowi udokumentowanie cudu, dokonanego przez kandydata na świętego. A jest konieczny przynajmniej jeden.

Po kanonizacji (uświęceniu) wierni mogą czcić tę osobę i modlić się do niej o wstawiennictwo u Chrystusa. Staje się ona wzorem do naśladowania. Pojawiają się w kościołach wizerunki tej osoby, jak też czasami jej relikwie. Zaliczenie do grona świętych nie może być już nigdy cofnięte.

Nieco podobnie jest w wyznaniu prawosławnym. Natomiast protestanci odrzucili kult świętych (również kult Matki Bożej), przyjmując, że świętym może być każda żyjąca osoba. Warunkiem jest nienaganna postawa moralna, niezachwiane wyznawanie Chrystusa oraz wskazane unikanie uciech i przyjemności tego świata.

 

Teraz zastanawiam się, co (kogo) mamy tym świętem czcić? Jeśli rzeczywiście Świętych, to niekoniecznie ten dzień musi być smutny. Chociaż, gdy pochylimy się nad ich, często, ciężkim życiem lub męczeńską śmiercią, to jakaś gorycz się nasuwa. Ale skoro są już uświęceni, to chyba są radośni i to powinno pocieszać. Rzecz dotyczy oczywiście tych, którzy wierzą. Dla niewierzących święto to, jak i inne święta tzw. kościelne, nie mają żadnego znaczenia. Oni nie potrzebują zastanawiać się, jak obchodzić to Święto.

Ostatnio zauważyłam, że dostojnicy Kościoła katolickiego sugerują, że to dzień radosny. Że taki powinien być. Ale jak to zrobić, skoro jutro Dzień Zaduszny, w którym ludzie wspominają i czczą swoich zmarłych. A to z kolei ma być (chyba się nie mylę?) dzień zadumy i refleksji nad przemijaniem, nad życiem doczesnym oraz nad tym, co czeka nas ludzi po śmierci.

 

I to ma być w dodatku:

czas żalu za to, co robimy złego, czas na zastanowienie się, co należy zmienić, aby osiągnąć życie wieczne, a także, jaki jest cel, czy sens życia człowieka tu na ziemi.

Pierwszy listopada!

Tej melancholii, jaka wielu z nas dopada, sprzyja pora roku. (Bynajmniej, nie jest różowa). Dzień krótki, ponury, drzewa już nie są zielone, kwiaty nie kwitną; w alejkach pod nogami pełno zwiędłych liści. Coś się kończy. Czuć to w powietrzu. W jesieni niektórzy ludzie popadają nawet w depresję. Podobno to także wina braku światła, słońca. Zwierzęta zapadają w sen zimowy, i niektórzy ludzie też chętnie by to zrobili.

Wszystkich Świętych

Jesień, w alejkach pełno zwiędłych liści

Czy można podejść do tego inaczej?

Dzisiaj, na szczęście, akurat słoneczko trochę świeci. I dzień całkiem przyjemny. To dobrze. Chociażby ze względu na tych, którzy pokonują nieraz długą drogę, żeby odwiedzić groby. Niby powinni zrobić to jutro, bo dopiero jutro jest Dzień Zaduszny. Co z tego, gdy to dzisiaj jest dzień wolny, a jutro trzeba pójść do pracy. Z tego powodu zatem “przeniesione” zostało “święto zmarłych” na “święto świętych”. Ze wszystkim. Z wizytami na cmentarzu, ze smutkiem i przygnębieniem.

Wszystkich Świętych

Nie jestem pewna, ale być może kiedyś Dzień Zaduszny był też dniem wolnym od pracy, ale czy to akurat by coś zmieniało? Nie sądzę. Po prostu połączenie tych dwóch świąt, zlewa je niejako w jeden ponury nastrój. Ale czy nie można choć trochę złagodzić tej posępności i smutku do pewnego wyciszenia i refleksji? To naturalnie kwestia podejścia. Choć trudno byłoby się zdobyć na takie przeistoczenie osobom, które niedawno straciły kogoś bliskiego. Gdy żałość, gorycz i jakaś martwota jest tym, co wypełnia, co jest dniem powszednim… Na to potrzeba czasu oraz zrozumienia i pomocy osób bliskich.

Dziś – Wszystkich Świętych! Już od paru dni próbuję wspominać różne osoby uznane w Kościele katolickim za święte. Rozmawiam o nich, rozmyślam o ich życiu i męce. (Dodam krótko, że w gronie rodziny czy znajomych, aspekt świętości jest rozmaicie ujmowany). Zauważyłam, że bardzo często osoby te miały okropne życie, że były prześladowane, cierpiały biedę, a ich śmierć była męczeńska za przyczyną innych osób. Ale czy zawsze tak musi być? Czy to jest warunek sine qua non? Zdaje się – tak. Być może ktoś im świętości zazdrości, ale życia to już chyba nie. Zastanawiam się, czy osoba szczęśliwa i spełniona, czerpiąca przyjemności z życia, zasobna materialnie, a ponadto z pięknym usposobieniem oraz uduchowiona i wyznająca Boga, mogłaby zostać świętą? Pewnie tak, ale chyba nie ma takich przypadków.

(Nie wszystkich) Kilku Świętych

Są ludzie, którzy nie stawiają sobie takich pytań. Nie wierzą w Boga ani w Świętych. Są też tacy, którzy są wierzący, ale nie uznają Świętych, tych, których Kościół wyniósł do świętości. Może inaczej rozumieją świętość? Dzisiaj postanowiłam wspomnieć pokrótce kilku Świętych. Ale niekoniecznie będą to oficjalne dane, zgodne z linią nauki Kościoła. Są to po prostu myśli na Ich temat, które akurat przyszły mi do głowy. Niektórzy z nich na razie mają status błogosławionego.

Najświętsza Maria Panna

Wszystkich Świętych
Matka Boża Częstochowska

Osoba uznawana za świętą zdaje się przez wszystkie wyznania chrześcijańskie, z większym bądź mniejszym uwielbieniem. Często mówi się Matka Boża. Chociaż inni sugerują, że to niewłaściwe określenie, gdyż wyglądałoby na to, że jest “matką” Boga (Ojca), a nie Jezusa. Inni mówią, że Jezus to też jest Bóg, natomiast adwersarze – że Jezus jest Chrystusem, czyli Zbawicielem i Synem Bożym, ale nie Bogiem. Ponadto, czy Bóg – jako Istota najwyższa, Absolut – w ogóle mógłby mieć matkę? I w dodatku osobę “z krwi i kości”?

Kiedyś, Sobór Nicejski (325 r.) orzekł, że Maria jest Matką Bożą. A sobory Efeski i Chalcedoński – utrzymały to orzeczenie, wyjaśniając, że Chrystus posiadał dwie natury, Boską i ludzką oraz jedną osobę – Boską. (Nie wiem, czy zostało to utrzymane do tej pory?)

Ale nie o to chodzi w tym rozważaniu. Święta Maria tak bardzo czczona jest jedynie w Kościele katolickim, a nie w innych wyznaniach chrześcijańskich. Czasem mówi się, że Jej wyniesienie jest zbyt wysokie, ponieważ “przykrywa” ono wyniesienie czy wywyższenie Boga Ojca oraz Jezusa Chrystusa.

Nie wiem, czy to ma znaczenie dla tych, którzy głęboko wierzą.

Chyba każdy człowiek sam w sobie nadaje większą lub mniejszą rangę Osobom Boskim oraz Świętym, niezależnie od zaleceń Kościoła. Z wszystkich wyznawców katolickich, Najświętsza Maria jest najbardziej czczona podobno w Polsce. Została nawet (już kiedyś dawno) uznana za Królową Polski.

Niezwykłe zamieszanie powstało w związku z tym – jak początkowo głoszono – że Maria jakoby nie pochodziła z rodu Dawida (nie ma też w Nowym Testamencie o tym mowy), z którego wywodził się Jezus. A Józef, mąż Marii (który jak utrzymują duchowni nie jest ojcem Jezusa) – owszem. Dopiero znacznie późniejsza tradycja (św. Justyn i św. Ignacy Antiocheński) czyni aluzje, że Maria pochodzi również z rodu Dawida. Wydaje mi się, że Magisterium Kościoła nie wyjaśnia tej kwestii.

Jeszcze większy zamęt wprowadza przekaz o dziewictwie Marii, o poślubieniu lub nie poślubieniu Józefa, tym bardziej, że przy zwiastowaniu mówi, że nie ma męża (nie zna). Z pewnością takie zagmatwanie nie jest potrzebne. Zwłaszcza, że małżeństwo i rodzicielstwo jest przecież zupełnie naturalne i w Kościele szanowane.

Pocieszający jest fakt, że tym, którzy głęboko i prawdziwie wierzą, te wszystkie nieścisłości i sprzeczne nauki nie szkodzą, po prostu – odkładają je na bok. Gorzej jest z osobami, które domagają się logiki i spójności przekazu. Tego w nauczaniu Kościoła raczej nie znajdą.

Święty Józef

Wszystkich Świętych
Święty Józef, obraz Guido Reni (1575–1642)

Jeśli chodzi o Józefa, męża Marii, to tu są duże różnice w Jego czczeniu i ocenie roli, jaką Mu przyznano w Kościele. Jedni mówią, że pełni rolę podrzędną, ponieważ był jedynie mężem Marii i opiekunem małego Jezusa, a nie Jego ojcem. Zatem rolę znacznie mniejszą od Marii, na równi z innymi Świętymi. Ale są też tacy, którzy kwestionują to stanowisko. (Pewnie przez Kościół natychmiast uznani by byli za okropnych heretyków). Twierdzą, że Józef był również faktycznym, biologicznym ojcem Jezusa; mężem i ojcem – jak to normalnie w każdej rodzinie. Przecież jest jeszcze dusza!, która nie jest generowana przez ojca biologicznego, ziemskiego, lecz przez Boga Ojca. I to On jest dlatego naszym ojcem, bo jest stwórcą dusz ludzkich.

Chociaż Magisterium Kościoła mówi, że Jezus nie był synem Józefa, to jednak Nowy Testament rodowód Jezusa wywodzi właśnie od Józefa – męża Marii. Rodowód Józefa, z kolei, od Dawida i Abrahama. W dość długiej sekwencji pokoleń, przedstawia ojców i synów, począwszy od Abrahama, a skończywszy na Jezusie. „Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba1Nowy Testament, Mt 1,1–2.; (…) a Jesse ojcem króla Dawida. Dawid był ojcem Salomona2Tamże, Mt 1,6., Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem”3Tamże, Mt 1,16..

Kwestie te są niemal zupełnie pomijane w naukach Kościoła. Ale też trzeba przyznać, że są to chyba najtrudniejsze zawiłości do pojęcia przez wiernych. Niezależnie od tych sprzeczności, Święty Józef jest czczony jako patron rodziny, ludzi pracy, jako opiekun wszystkich samotnych. Niekiedy wydaje mi się, że Święty Józef jest niedowartościowany w nauczaniu Kościoła, zwłaszcza w porównaniu z innymi Świętymi.

Święta Maria Magdalena

Wszystkich Świętych
Święta Maria Magdalena, obraz Piero di Cosimo (1462–1522)

To być może najbardziej kontrowersyjna postać w Ewangelii. Więcej jest niewiadomych, przypuszczeń oraz ogromnych nieścisłości, niż jednolitych danych. Jednolitych, gdyż o ścisłych czy pewnych informacjach w ogóle nie można mówić. Była podobno uczennicą Jezusa i to jedną z lepszych. Kościół nic lub prawie nic nie wspomina o kobietach – uczennicach, apostołkach, których było sporo. Przyjęto też liczbę dwunastu apostołów – wyłącznie mężczyzn, a rola kobiet została zupełnie zmarginalizowana, jeśli w ogóle gdzieniegdzie się pojawiają. (Mówiąc uszczypliwie: to jest ta równość ludzi, jaką głosi Kościół).

Jeśli jest to jedna i ta sama osoba, to czasami jawi się ona jako jawnogrzesznica (kobieta świadcząca usługi cielesne mężczyznom), która pod wpływem nauk Jezusa z Nazaretu nawróciła się. To znaczy zaprzestała procederu prostytucji, włączyła się w grono słuchaczy, a przełomem było umycie i namaszczenie wonnymi olejkami stóp Jezusa. Jezus pokazał wtedy, że nie wolno gardzić żadnym człowiekiem. Zwłaszcza, gdy nie czyni on nikomu krzywdy. Dodam, że wówczas rozwiązłość była niesłychanie napiętnowana. Oczywiście – u kobiet!

Innym razem Maria Magdalena jest osobą, którą opętały złe duchy, a gdy Jezus je wypędził, niewiasta przyłączyła się do grupy Jego uczniów. Wędrowała wraz z nimi i pomagała w pracach tzw. kobiecych, umożliwiających misję mężczyznom. (Tu znów nasuwa mi się jakaś uszczypliwość, ale się powstrzymam). Niekiedy próbuje się ratować sytuację, napomykając, że są to różne osoby, bo imiona te były akurat wówczas bardzo popularne.

W ostatnim “wcieleniu” Maria Magdalena jest piękną i porządną dziewczyną, a w dodatku bardzo utalentowaną uczennicą. Ponadto lubianą przez Jezusa więcej, niż inne. To ona stała z Matką Jezusa pod krzyżem, a wcześniej towarzyszyła Marii w drodze na Golgotę. Następnie, to ona z innymi niewiastami pobiegła do grobu Jezusa. I to jej pokazał się Jezus po zmartwychwstaniu jako pierwszej.

Mało tego!

Można tu i ówdzie wyczytać, że była żoną Jezusa. Jezus, będąc człowiekiem i mężczyzną, zanim został ukrzyżowany miał swoją rodzinę, a Jan (apostoł) był Ich synem.

Magisterium Kościoła, oczywiście, uznaje, zwłaszcza ten ostatni przekaz, za karkołomny.

Ale rolę Świętej Marii Magdaleny uznaje, raz bardziej, innym razem za mniej istotną w przekazie ewangelicznym. Czasami, niestety, wygląda na to, że najchętniej pozbyłby się tej postaci z Ewangelii i nauczania, gdyby nie mocno rozpowszechnione źródła na ten temat.

Święta Faustyna

Wszystkich Świętych
Święta Faustyna

Faustyna (właściwie Helena Kowalska, 1905–1938), prawdopodobnie byłaby zapomniana, gdyby nie Jan Paweł II. Pewnie wiele jest takich osób, skromnych, pokornych, najgłębiej jak to możliwe wierzących i kochających Boga. Poza tym, biednych i cierpiących, ciężko pracujących na swój byt oraz życzliwych i poświęcających się dla innych. Ale nikt o nich nawet nie wspomni.

To, dlaczego ktoś zostaje świętym, a inny nie, jest w sumie dość zagadkowe, jeśli nie przypadkowe. Chociaż to może nie przypadek tu rządzi, lecz przeznaczenie – gdzieś z góry dyktowane. Nie jestem pewna czy ma to jakieś znaczenie dla Boga, jeśli ktoś został świętym, a nie zasłużył na to. Albo ktoś zasłużył, a nie “otrzymał świętości”. To ważne jest właściwie tylko dla “ziemian”, tu żyjących. Być może Bóg ma swoich “świętych”, tych, których uznaje lub nie, których docenia (i/lub doceni!) lub nie. Może kieruje się zupełnie innymi kryteriami?

Faustyna była biedną i ciężko pracującą zakonnicą w klasztorze. (Wcześniej zresztą też musiała pełnić służebne role w celu utrzymania się). Otrzymała łaskę osoby osobiście doświadczającej Boga, a dokładnie Jezusa Chrystusa. Z tego powodu nie była doceniana (w jakikolwiek sposób) ani zrozumiana, ani choćby wysłuchana przez swoje koleżanki zakonne czy przełożone. Nadal pełniła podrzędne role zwykłej, ciężko pracującej zakonnicy, a może nawet otrzymywała trudniejsze prace. Pozbywano się jej to z tego, to z innego klasztoru. Była przenoszona z miejsca na miejsce, jakby wszyscy chcieli pozbyć się kłopotu.

W końcu ktoś zechciał ją wysłuchać i wesprzeć. Po latach jej uporu i trwania przy tym samym, kiedy była już ciężko chora, została wysłuchana.

Wkrótce zmarła.
Wszystkich Świętych
Helenka Kowalska – późniejsza Święta Faustyna – w wieku 18 lat, zanim wstąpiła do klasztoru

To ciekawe, ale w Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, do którego została przyjęta (zresztą po wielu trudach), nie pielęgnowano przesłania siostry Faustyny, wizjonerki i mistyczki, jakby w ogóle nie przyjęto wartości tego objawienia. Jej “Dzienniczek”, w którym zapisywała swoje doświadczenia Jezusa Miłosiernego, był zapomniany jak i ona sama. Później, przed ujawnieniem “Dzienniczka”, treści tam zawarte zostały kilkakrotnie poprawiane, modyfikowane (niestety, “zgodnie z duchem Kościoła”), a życiorys Faustyny – Heleny Kowalskiej, “podretuszowany”. Podobnie, jak cela zakonna, w której rzekomo zmarła. Cela ani tak wyglądała, ani nie była usytuowana w tym miejscu, które jest eksponowane.

Święta Faustyna została zlekceważona i odtrącona zarówno przez przełożone, jak i siostry zakonne. Nawet była śledzona i uznana za “wariatkę”. Ostatecznie, ciężko pracująca pomimo ostrej gruźlicy, została zupełnie zepchnięta na margines.

To rzeczywiście cudowne zdarzenie, że jej objawienia Jezusa i Jego przekazu – przetrwały. Podobnie przesłanie Miłosierdzia oraz wizerunek Jezusa Miłosiernego – zostały objawione światu.

Święty Antoni

Święty Antoni z Padwy, rzeźba w kościele Saint-Jacques-le-Majeur, w Nicei

To chyba najpopularniejszy Święty. Znany od lat, przez nasze mamy, babcie i prababcie. I przez nie jakże często wzywany. Najczęściej w momencie zagubienia czegoś. Gdy nie można było czegoś znaleźć, to słyszałam: Święty Antoni, pomóż mi to znaleźć! Ale Święty Antoni jest nie tylko patronem rzeczy zagubionych. Jak mówi znana pieśń ku czci Antoniego: “W każdej on potrzebie pomoże, pocieszy, i w każdym nieszczęściu na ratunek śpieszy”. A więc jest pomocny w chorobie, niepowodzeniach w podróży, w kłopotach z dziećmi itp.

Żył w XIII wieku przez trzydzieści kilka lat, najpierw w Portugalii, później we Włoszech. Przebywał też z różnymi misjami w innych miejscach Europy. Znany jest jako Antoni Padewski, ponieważ Padwa, to ostatnie miejsce jego ziemskiego pobytu. Kiedyś nie mogłam pojąć, jak to możliwe, że często przedstawiany jest z Dzieciątkiem Jezus, chociaż nie mógł znać Jezusa z Nazaretu. Jak mówi przypowieść, podobno swego czasu został nawiedzony przez małego Jezusa, który przekazał mu słowa miłości Boga.

Święty Antoni jest, można by rzec, takim “poręcznym” świętym, który jest chyba najczęściej wzywany i to we wszystkich sprawach. Jaki jest tego skutek? Nie wiadomo. Ale liczni wierni na całym świecie są przekonani, że za jego sprawą niekorzystny tok losów się odwrócił. Niekiedy zastanawiam się, jak to jest, że wielu ludzi ma pozytywne doświadczenia w tego typu przypadkach, a inni nawet nie proszą o wstawiennictwo tego czy innego Świętego, gdyż nie wierzą, że nastąpi korzystna zmiana. Czy to znaczy, że Święty jednym pomaga, a innym nie? Czy też to może kwestia wiary, że taka pomoc jest możliwa. Oczywiście mowa o ludziach uznających osoby święte za przewodników, pomocników, pocieszycieli itp.

Kiedyś w towarzystwie usłyszałam od kogoś rzecz dziwną.

Mężczyzna, który uważał się za ateistę, zapomniał się chyba, i rzucił, że jego patronem jest Święty Antoni, ponieważ na bierzmowaniu otrzymał to imię. Gdy wyraziłam zdziwienie, odparł, że Święty Antoni, to taki niewinny święty, że jego mama i babcia często go przyzywały w różnych momentach… Prawda, że zabawne?

Święty Jan Paweł II

Wszystkich Świętych
Święty Jan Paweł II

To wyjątkowy, nasz, polski Święty. (Zdaje się na razie błogosławiony). Jego świętość, można powiedzieć, wykuwała się na naszych oczach. Jedni znali go tylko z telewizji, inni – osobiście i nawet się przyjaźnili. Swoją drogą, to musi być niesamowite, znać kogoś, kto teraz jest świętym. Jedni i drudzy wypowiadają się z szacunkiem i uznaniem dla jego osoby, jako człowieka i jako przywódcy Kościoła. Szanowali go nawet ludzie niewierzący. A przynajmniej mieli dla niego respekt oraz podziw. Dla jego inteligencji, mądrości, umiejętności przemawiania, dla jego pięknego głosu. Wszystkich “czarował” swoją osobowością, poczuciem humoru, śpiewem. Był także mistykiem (podobnie jak ta, którą później kanonizował – Święta Faustyna), o czym nie wszyscy wiedzą, a inni nie doceniają. A przecież to wartość bezcenna! Doświadczyć osobiście samego Boga! Jezusa Chrystusa, Ducha Świętego czy też Najświętszej Marii Panny.

Myślę, że jest sporo ludzi wierzących, którzy modlą się o wstawiennictwo Świętego JPII do Boga. Wierzą, że jest gdzieś w pięknym miejscu, blisko Boga i że może przekazać Bogu nasze prośby. Pewnie każdy człowiek może sam to uczynić, ale nie każdy wierzy, że będzie wysłuchany, tak jak on, JPII. A dlaczego ludzie wierzą w świętość Jana Pawła II, Karola Wojtyły? Ponieważ jego życie skierowane było ku Bogu. Już w dzieciństwie. Później misja budowania i obrony kościoła – jako wspólnoty wiernych. Później misja w Watykanie. Często spotykam się z opinią, że pokonanie komunizmu i koniec okupacji radzieckiej w Polsce, to wyłącznie lub głównie jego zasługa. I to zapewne ludzie będą pamiętać, jako najważniejsze dokonanie Jana Pawła II, papieża.

Szczerze mówiąc

Nie jestem entuzjastką tej konkretnej organizacji Kościoła katolickiego. Dlatego w osobie Jana Pawła II widzę więcej człowieka, niż wysokiego kościelnego hierarchę. Więcej filozofa, niż teologa. I bardziej podziwiam w nim mistycyzm, to, czego doświadczył osobiście, niż “suche” nauczanie Kościoła w jego przekazie. Chociaż muszę dodać, że ten przekaz nie był zanadto “suchy”, gdyż przepojony był wątkami głębszymi, opartymi na mistycznej wierze i bardziej wyszukanej mądrości.

Święty Jerzy Popiełuszko

Wszystkich Świętych
Święty Jerzy Popiełuszko

To najbardziej biedny, godny pożałowania, współczucia i ubolewania Święty (obok Świętego Maksymiliana Kolbego), jakiego dziś wspominam. Nie można pomyśleć o nim, żeby nie pomyśleć zarazem o jego tragicznej, męczeńskiej śmierci. Nie można modlić się do niego bez goryczy i przybicia, jakie towarzyszą z powodu tych wszystkich okropności, jakich doznał od ludzi, Polaków. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, że człowiek może uczynić coś takiego drugiemu człowiekowi. Jak daleko odbiega tu przesłanie Jezusa Chrystusa o miłości bliźniego.

Mówi się, że jest wina i kara. Tu nie było winy, za to potworna kara. Człowiek zwyczajnie uczciwy musi chyba czuć po prostu wstyd i gorycz. Że my, ludzie, jesteśmy do czegoś takiego zdolni. Jak bardzo trzeba się odczłowieczyć, żeby dopuścić się takiego czynu.

Został wyniesiony na ołtarze, jak to się mówi. Ale czy ukoiło to w jakiejś mierze ból jego bliskich? Przynajmniej nie słyszałam, żeby ktoś kwestionował jego świętość, jak to się zdarza w wypadku innych świętych. Ale to marna pociecha.

Nie wiem, jak można i o co można prosić tego Świętego, skoro wciąż trzeba mu współczuć. Jan Paweł II też cierpiał z powodu postrzelenia, a potem z tego powodu zapewne ciężko chorował, męczył się. Ale wrócił do względnego zdrowia i zrobił jeszcze sporo dobrego. Jerzemu Popiełuszce nie było to dane.

Niekiedy zadziwia mnie jego determinacja w głoszeniu kazań, we wspieraniu ruchów wyzwoleńczych i zwykłych poszkodowanych przez ówczesne władze ludzi. On wiedział, że jest inwigilowany i szykanowany, a mimo to szedł nadal wytyczoną przez siebie drogą. Czy potrzeba do tego odwagi, czy może czegoś jeszcze więcej? To niezwykła postać. Dla wielu zupełnie niezrozumiała. I tak daleko usytuowana od swoich prześladowców.

Święty Maksymilian Kolbe

Wszystkich Świętych
Święty Maksymilian Kolbe

To podobna do Jerzego Popiełuszki postać Świętego. Podobna przez męczeńską śmierć. Nastąpiło to jednak w zupełnie innych okolicznościach. Zrobili to wrogowie, agresorzy, obcy. Zrobili to w czasie tragicznym dla narodu polskiego, w czasie wojny. Czy to umniejsza ich winę? Nie sądzę. Tłumaczą się, że otrzymywali rozkazy, które musieli wykonywać. Dylematy i pytania, jakie rodzi wojna, a konkretnie ta wojna, którą pamiętają jeszcze nieliczni starsi Polacy, są niezwykle trudne. Trudne pod względem odpowiedzialności prawnej i jeszcze trudniejsze do oceny moralnej. Ustosunkowanie się do tych problemów przerasta możliwości tego wpisu, chociaż i długie analizy niewiele pomogą.

Dla mnie są trudne do pojęcia odwaga i determinacja Świętego Maksymiliana Kolbego, który zgłosił się na męczeńską śmierć w zamian za współtowarzysza niedoli. Co trzeba w sobie mieć, żeby móc tak się zachować? Ilu ludzi zachowałoby się w tej sytuacji podobnie? Prawdopodobnie wszyscy na placu apelowym, po dłuższym pobycie w tak nieludzkim miejscu, jakim jest obóz koncentracyjny, byli na wpół żywi. Ale jest jakaś ogromna siła, która nakazuje żyć każdemu człowiekowi, chronić życie do końca. Więc jak jest możliwe poświęcenie życia swojego za inne życie?

Święty Maksymilian Kolbe pochodził z niezwykle pobożnej rodziny. Już w dzieciństwie miał widzenie Matki Bożej, która przepowiedziała jego powołanie oraz męczeńską śmierć. Najpierw wstąpił do zakonu franciszkanów, a później sam założył klasztor – Rycerstwo Niepokalanej. Był gruntownie wykształconym zakonnikiem (studiował kilka kierunków i był też wynalazcą); będąc gwardianem zgromadzenia, wydawał czasopismo i uruchomił radio. Jeszcze przed II wojną światową pojechał do Japonii z misją założenia podobnego klasztoru, jak w Niepokalanowie. Powrócił na kilka lat przed wojną.

Święty Ojciec Pio

Wszystkich Świętych
Święty Ojciec Pio

Ojciec Pio jawi mi się już jako Święty w bardziej optymistycznej przestrzeni. Był mistykiem, osobiście doświadczał Boga, Jezusa Chrystusa, Matki Najświętszej i to już w dzieciństwie. Czerpał z tego olbrzymią moc pomagania innym. I rzeczywiście wielu ludzi, podobno, zawdzięcza mu zdrowie i życie. Mówiono, że Ojciec Pio czyni cuda.

Był niezwykle życzliwy dla ludzi, dlatego chcieli się z nim spotykać, otrzymać błogosławieństwo, wyspowiadać się. Z tego powodu przez swoich zwierzchników zakonnych nie był specjalnie dobrze traktowany. Podobnie, jak w przypadku Świętej Faustyny. Też przenoszony był z miejsca na miejsce, a nawet ukrywany, żeby wierni nie mogli go odnaleźć. Hierarchowie próbowali ukrócić cuda, w które oni nie wierzyli. Nie podobało się też im pomaganie i leczenie ludzi, które okazywało się zadziwiająco skuteczne. Przełożeni Świętego Ojca Pio nie dawali wiary jego stygmatom. Umieścili go nawet w szpitalu z całodobową obserwacją, gdyż sugerowali, że rany na rękach sam sobie zadaje. Ale nie udało im się tego dowieść.

Święty był często wzywany do biskupa na długie przesłuchania, który w otoczeniu innych osób duchownych przekonywał Ojca Pio, ażeby ten zaprzestał swoich praktyk. Namowy te nie odnosiły zamierzonych skutków.

Ojciec Pio cierpiał od dzieciństwa na rozmaite choroby. Jego współtowarzysze opowiadali o nim dziwne rzeczy, o jego ascetycznym zachowaniu oraz mistycznych przeżyciach.

Jan Paweł II poznał osobiście Ojca Pio, zapoznał się dokładnie z historią jego mistycznych doświadczeń, jego życiem zakonnym oraz przypadkami uzdrowień. Następnie, po jego śmierci wszczął proces beatyfikacyjny.

Święta Matka Teresa

Wszystkich Świętych
Święta Matka Teresa

Matka Teresa z Kalkuty, to przykład osoby świętej, która poświęciła całe swoje życie innym. Tym, którzy najbardziej potrzebowali wsparcia i opieki. Pracowała w miejscu, gdzie umierały (i pewnie nadal) na ulicy setki ludzi, porzuconych, bez domu i pożywienia, trapionych przez groźne i straszliwe choroby. Ona miała odwagę się nimi zająć. Zorganizować im schludne pomieszczenie i skromne wyżywienia, a także podstawową pomoc medyczną. Tym, którym nie można już było pomóc, udzielała ona i jej podopieczne pomocy duchowej. Zapewniała im po prostu godne umieranie.

W 1979 roku, Matce Teresie przyznano pokojową Nagrodę Nobla. Nie zabiegała o nią. Ani o pieniądze, ani o sławę. Nagrody Nobla nie bardzo chciała odebrać, ale pieniądze były potrzebne Zgromadzeniu na działalność. Gdy przyjechała do Oslo, poprosiła, żeby odwołać przyjęcie na jej cześć, a pieniądze przeznaczyć dla biednych.

W dzieciństwie była zamożną osobą, pochodziła z bogatej albańskiej rodziny. Cały swój świat porzuciła i wybrała drogę ciężkiej pracy i służbę ludziom. Najpierw wstąpiła do Loretanek, później pojechała do Indii, gdzie pełniła misję pomocy ludziom ubogim. Gdy objawiła swe nowe powołanie i chciała założyć swoje zgromadzenie, spotkała się z niechęcią w swoim środowisku i wrogością biskupa. Mimo to założyła odrębne Zgromadzenie Misjonarek Miłości. Nie było to łatwe przedsięwzięcie.

Początkowo istniała duża rozbieżność między Kościołem i Zgromadzeniem. Skoro wyłączyła się spod jurysdykcji kościelnej oraz działała według nowej reguły (zbliżonej do franciszkańskiej), to odmówiono jej jakiegokolwiek wsparcia. Borykała się z wszelakimi możliwymi trudnościami, finansowymi, lokalowymi, zatem sama starała się o środki na prowadzenie działalności. Zaczynała z kilkoma zakonnicami dosłownie na ulicy. Nie poddała się jednak, chociaż przechodziła chwile załamania. Zarówno porządek, reguły zakonne poprzedniego zgromadzenia, jak i nadzór Watykanu zupełnie nie przystawały do jej rozumienia życia w ubóstwie i pracy na rzecz biednych.

Powoli relacje pomiędzy Zgromadzeniem a Kościołem normalizowały się.

Jednak dopiero w latach 50. ubiegłego wieku strona kościelna próbowała porozumieć się z Matką Teresą. W czasach pontyfikatu Jana Pawła II, nastąpił wyraźny przełom. JPII rozumiał jej powołanie i charakter pracy oraz podziwiał jej siłę ducha, a także wspierał w potrzebie. To on również rozpoczął proces beatyfikacyjny Matki Teresy z Kalkuty.

Ilustracje

Święci – źródło: Wikimedia Commons
Święty Józef – źródło: Wikimedia Commons
Święta Maria Magdalena – źródło: Wikimedia Commons
Faustyna w wieku 18 lat – źródło: Wikimedia Commons
Święty Antoni – źródło: Wikimedia Commons
Ojciec Pio z Pietrelciny – źródło: Wikimedia Commons

Zob też wpisy: Trudny proces chrystianizacji oraz Jak można wierzyć w Boga? Przecież to bzdura