Kłopoty z wtyczką SEO Yoast

Dopadły mnie kłopoty z wtyczką SEO Yoast. Temat tego wpisu nie leży ani w moich zainteresowaniach, ani w kompetencjach. Postanowiłam jednak napisać o zdumiewającej wykładni SEO Yoast rozumienia poprawności językowej, czyli tzw. czytelności wpisów. Oczywiście w trosce o jak najlepsze pozycjonowanie wpisów w wyszukiwarkach internetowych.

Kłopoty z wtyczką SEO Yoast

Moja strona istnieje nieco ponad rok. Wcześniej próbowałam na niepłatnych (oraz także nieupublicznianych) stronach w WordPressie.

Po zainstalowaniu wtyczki SEO Yoast, wszystkie wpisy poprawiłam według zaleceń. A zatem, dopasowałam frazy kluczowe i tytuły oraz zastosowałam się do innych poleceń oznaczonych czerwonymi lub pomarańczowymi kółeczkami. W większości uzyskałam bardzo dobry wynik. Frazy kluczowe były już wszystkie poprawne, a czytelność jedynie w kilku wpisach została oznaczona na czerwono („czytelność wymaga poprawy”) oraz w kilkunastu na pomarańczowo („czytelność wystarczająca”). Reszta była wzorowa.

Parę miesięcy temu, po kilku aktualizacjach wtyczki, ze zdziwieniem odkryłam, że moje wpisy w większości znów nie spełniają kryteriów poprawności. Te nowe, zupełnie inne, wymagania trochę mnie zirytowały, ponieważ zbyt rygorystycznie – moim zdaniem – określano w nich długości akapitów oraz sekcji. To znaczy, miało być najwyżej 300 wyrazów w sekcji i 150 w akapicie. (Co do długości samych wpisów, to już wcześniej pojawiło się zalecenie, że ma być co najmniej 300 wyrazów).

Jednak cóż?! Każdemu raczej zależy na tym, aby treść jego wpisów była dobrze odbierana przez czytelników, co w dodatku miało przekładać się na liczbę odwiedzających. Zabrałam się zatem znów do poprawiania (dopasowywania do zaleceń SEO) moich tekstów. Zaczęłam wymyślać sztuczne i zupełnie niepotrzebne nagłówki, co niejednokrotnie pogorszyło ogólny wizerunek wpisów. Wiadomo przecież, że nie da się tak mechanicznie podzielić treści. Ważniejsze są względy merytoryczne. W niektórych fragmentach tytuły i tytuliki pocięły, „poszatkowały” – jak to określam – moje teksty zupełnie bez sensu. Chociaż muszę przyznać, bardzo się starałam, aby nie „zgubić” treści.

Kolejne wymagania i kolejne poprawki

Zaczęłam myśleć o dodawaniu wpisów. Zdaje się wpisałam kilka, ale chciałam coś sprawdzić w jednym z wcześniejszych tekstów i, zauważyłam, że link nie działa. Tak się czasami zdarza, gdy zmienia się tytuł i „ślimaka”, ale zapomni się o poprawieniu linków do tego tytułu. Weszłam więc w edytowanie, a tu, o zgrozo!!! W tym momencie z zielonego kółeczka zrobiło się czerwone! I odpowiednia adnotacja: czytelność wymaga poprawy! Mimo, że wcześniej (już dwukrotnie) widniały zielone oznaczenia.

Nie mogłam tego pojąć? Jak to? Kolejny raz?! “Zjechałam w dół” i klikam na czerwoną „mordkę”. A moje SEO pokazuje mi kilka (nowych) mankamentów, które trzeba poprawić, a które zupełnie mnie zaskoczyły i nawet rozśmieszyły. I znów zaczęłam mozolnie poprawiać teksty, a mam ich już sporo. Zamiast pisać coś nowego i powiększać moją bazę tekstową, zaczęłam wypełniać te głupawe polecenia. W większości uporałam się z nimi, jeszcze trochę pracy mi zostało.

Ale o co chodzi? Sądzę, że ci, którzy korzystają z tej samej wtyczki, mają podobne problemy. Dzisiaj jednak uzyskałam informację od znajomego, który ma (podobno) tę samą wtyczkę, ale mówi, że nie ma większych problemów. Nie wierzę, że tylko u mnie pojawiają się te dziwne wymagania. (Może mam jakieś złe ustawienia tej wtyczki?) Poniżej je przedstawiam:

  1. W sekcji (rozdziale) może być do 300 wyrazów.
  2. W akapicie może być do 150 wyrazów.
  3. Liczba wyrazów w zdaniach nie powinna przekraczać 20. Takich dłuższych zdań może być jedynie do 15%.
  4. Zdań ze stroną bierną może być najwyżej do 10%.
  5. Tekst powinien zawierać co najmniej 30% tzw. frazy wzbogacającej wypowiedź.
  6. Nie może znajdować się trzykrotnie powtarzająca się fraza (a nawet fraza dwukrotnie się powtarzająca).

Próba analizy wskazówek SEO Yoast

Prawdę mówiąc, te wymagania nie są tak bardzo trudne do spełnienia, jednak znacznie trudniejsze do zaakceptowania. No i zajmują sporo czasu. Takie sztywne trzymanie się 300 wyrazów w rozdziale i 150 w akapicie ogranicza nieco wolność twórczą. A przecież ona jest najważniejsza. Poza tym czasem treść wymaga, aby niektóre sekcje czy akapity były dłuższe, a inne krótsze. Te mechaniczne podziały mogą niekiedy zaburzać stronę merytoryczną wpisu. Także narzucanie liczby wyrazów w zdaniu, zupełnie jest niepotrzebne. Wystarczyłoby jedynie w formie sugestii umieścić zalecenie, żeby akapity i sekcje oraz zdania nie były zbyt długie itp.

Jeśli chodzi o stronę bierną (4), to wymaganie jest zupełnie nietrafione. W przypadku powieści, noweli lub innych krótszych form literackich, strona bierna jest mocno ograniczona. To układa się samo. Natomiast w tekstach naukowych, strony biernej jest znacznie więcej. Nie tylko trudno jej uniknąć, ale jest ona wręcz wskazana. Zazwyczaj pisze się w formie bezosobowej (ewentualnie z użyciem „my” lub „ja” w wypadku własnych osiągnięć). Trudno byłoby pisać, że np. „medycyna coś zrobiła”, „zastosowała”, „wyprodukowała”, jeśli nie mówi się o konkretnej osobie. Pisze się np., że „w medycynie (diagnostyce) zastosowano”, albo „wyprodukowano szczepionkę” lub „szczepionka została wyprodukowana”. Zatem tu strona bierna jest zupełnie na miejscu.

Trudne do zaakceptowania

Ale to nic! Najciekawsza jest „fraza wzbogacająca wypowiedź” (5) oraz „powtarzająca się fraza” (6). Ta pierwsza jest często obecna w formach literackich i to nie w każdym gatunku lub też nie w każdym stylu pisarskim. Takie słówka, jak: też, który, w każdym razie, na koniec, wydaje się, że, nawet więcej itd., itp. absolutnie nie pasują do treści naukowych. Tak się składa, że mam akurat dużo tematyki naukowej. Chociaż staram się przedstawiać tę tematykę w lżejszej formie, aby była bardziej czytelna i przystępna, to jednak takie „słodkie słówka” zupełnie nie pasują.

Rzecz wygląda jeszcze gorzej w wypadku wiersza. Wyobraź sobie, że do wiersza (który często ma określoną liczbę sylab i jest już ostatecznie uformowany) dodajesz jakieś słówka tego typu. ??? Albo np., gdy piszesz wiersz, mając na uwadze wskazówki SEO Yoast, od razu umieszczasz te frazy, które nijak nie pasują do treści. Dla mnie jest to wysoce niezrozumiałe.

W jednym wpisie, gdzie mam część wierszowaną, zakwestionowano mi trzykrotnie powtarzającą się frazę: chodzi o literkę “i”. Poniżej przytaczam ten kawałek (w oryginale jest jedno pod drugim):

W doniczkach sadzisz kaktusy i długie asparagusy,
i smukłe palmy zielone
i wiatry pomylone,
(…)

Czytelność tego wpisu, chyba już na zawsze pozostanie oznaczona “na czerwono”, czyli wymagająca poprawy. Tu już zupełnie nie wiem, jak “oszukać” SEO?

W jednym z moich wpisów (“Ojcze nasz – najstarsza modlitwa“) tekst otrzymał niskie notowania, z powodu mankamentów, których z pewnością nie poprawię.

  • Po pierwsze, zbyt często występuje fraza “Ojcze nasz”.
  • Po drugie, jest to (nieakceptowana) “powtarzająca się fraza“, którą należałoby zmienić: użyć synonimów lub zróżnicować tekst, albo też zmienić kolejność wyrazów.
  • Po trzecie, zbyt mało użyłam “fraz wzbogacających wypowiedź”.

Próbując jakoś choć trochę poprawić treść z punktu widzenia SEO Yoast, po krótkiej informacji na temat tekstu modlitwy, dopisałam wypunktowanie. (Sądzę, że zupełnie niepotrzebnie). W treści tych “punktów” umieściłam sporo tzw. fraz wzbogacających. Jednak takie zabiegi zdecydowanie nie podobają mi się.

Kolejne zmagania

Zachodziłam w głowę jak wtrącić te, tzw. wzbogacające wyrazy, żeby tekst nie był po prostu śmieszny. W większości mi się udało, ale teraz trochę mnie martwi, że teksty moje straciły na poprawności językowej i zatracony został nieco mój styl.

Jeśli – czytając moje teksty – zauważysz jakiś wyraz wtrącony bez sensu, to będzie owoc dopasowywania się do skrupulatnego SEO Yoast.

Natomiast „powtarzająca się fraza” jest zupełnie nie do przyjęcia. U mnie drobiazgowe SEO wypatrzyło następującą (niedozwoloną) frazę w zdaniu:

„Wyróżnia się zazwyczaj trzy rodzaje materii, które stanowią zarazem trzy stadia rozwoju materii”. Następnie wypunktowałam o jakie rodzaje materii chodzi, a tym samym trzykrotnie powtórzyłam termin “materia“. Nawet nie mogę teraz tego zapisać w pierwotnej formie, gdyż natychmiast czytelność tego materiału “zmienia się na czerwono”.

Zupełnie nie wiedziałam jak to poprawić. SEO alarmowało:

“W jednym z fragmentów tekstu 3 następujące po sobie zdania zaczynają się od tego samego wyrazu. Spróbuj zróżnicować tekst, użyć synonimów lub zmienić kolejność wyrazów”. (!!!) Ostatecznie, ku mojemu niezadowoleniu zmieniałam na:

  1. materię nieożywioną (fizyczną)
  2. ożywioną materię (biologiczną)
  3. materię myślącą (społeczną).

Nie tylko trzykrotna powtórka nie podoba się SEO Yoast, wtyczka również wypatrzyła dwukrotne powtórzenia wyrazu. Na przykład w zdaniu: “W poznaniu naukowym neopozytywiści wyróżniali dwie zasadniczo odmienne dziedziny: nauki empiryczne oraz n. formalne (matematyczne)”. Tu miałam dwukrotnie użyty wyraz  “nauki”. Wybrnęłam z tego w ten sposób, że drugi wyraz oznaczyłam tylko literką “n” z kropką (“n.”), i to wystarczyło. Ale nie wygląda to dobrze.

Jeszcze bardziej rozbawiła mnie uwaga, że mam zmienić wzór (wpis: Falsyfikacja i konfirmacja). Chodzi o jeden ze schematów falsyfikacji.

  • T ∧ W → O
    następnie
  • (T ∧ W → O ∧ ~ O) → ~ (T ∧ W)
  • (T ∧ W → O ∧ ~ O) → ~ T ∨ ~ W

Wtyczce nie podoba się powtarzająca się literka “T” (Nawiasu nie bierze pod uwagę). Tu mam też “zróżnicować tekst” lub “zmienić kolejność wyrazów”, albo  “użyć synonimów”. Przecież to niemożliwe! Zastanawiam się, czy lepiej będzie zapisać ten wzór w jednej linii, czy może z “oddzielającym” wyrazem “następnie”?

Podzielić literaturę na sekcje

Jestem przekonana, że z dokonanymi poprawkami moje wpisy wyglądają gorzej! Ale jeszcze większy kłopot miałam odnośnie do LITERATURY. Otrzymałam wskazania, aby (w pewnym wpisie) podzielić sekcję (literaturę) na mniejsze i wpisać nagłówki. Wybrnęłam z tego tak, że w środku literatury wpisałam „oraz”, co będzie dla czytelników zupełnie niezrozumiałe. Wygląda, jak błąd. Nie wiem, co na to czytelnik?

W literaturze do innego wpisu miałam kilka pozycji tego samego autora – Carnapa R. Otrzymałam wskazówkę, aby zróżnicować frazę lub zastąpić synonimem. Tak, to nie pomyłka. Powinnam nazwisko Carnap R. zastąpić synonimem! Dokonałam więc takiego zabiegu, że tam, gdzie się udało poprzenosiłam pozycje z podwójną linijką, aby nazwiska nie były jedno pod drugim, a tam, gdzie się nie dało, wpisałam wyraz „także”. Ostatnio wpadłam na inny pomysł, aby dokonać pewnej zamiany: inicjał imienia przeniosłam przed nazwisko. Wygląda to jak mała niekonsekwencja.

W kwestii dopasowania wymagań do języka

Wtyczkę SEO Yoast opracował (i nadal udoskonala) holenderski zespół informatyków (jak wywnioskowałam z ich strony).

Dochodzę do wniosku, że zalecenia w tej wtyczce mogą być wykorzystane (głównie):

Po pierwsze, w tekstach pisanych w języku angielskim, gdzie zdania buduje się krótkie. Nie ma tam właściwie fleksyjności, zatem długie zdania byłyby nieczytelne. Jeśli chodzi o język niemiecki, jak wiadomo, zdania są nieraz niesłychanie długie. Jeśli ktoś czytał np. Immanuela Kanta „Krytykę czystego rozumu”, to tam można znaleźć zdania dosłownie na pół strony. (Współczesne teksty też nie są wolne od tego). Także tłumaczenie tekstów niemieckich (mnie) wydaje się bardzo trudne. Nie wiem zatem, jak w niemieckich tekstach radzi sobie wtyczka SEO?

W języku polskim natomiast, zdania są średnio długie, gdzieś pomiędzy powiedzmy angielskimi a niemieckimi. W naszym języku mamy fleksyjność (w odróżnieniu od jęz. angielskiego), dlatego dłuższe zdania są zupełnie czytelne. Pomagają nam w tym przypadki. Zatem dla języka polskiego te konkretne zalecenia nie są odpowiednie.

Po drugie, w gatunkach literackich (nie wszystkich oczywiście), gdzie można sobie dość dowolnie żonglować długością zdań, wzbogacającymi frazami, stroną czynną (a nie bierną). Dość dowolnie, ale nie absolutnie dowolnie i nie we wszystkich gatunkach czy formach literackich. Zalecenia te niestety nie są trafionymi wskazaniami do zastosowania ich w tekstach naukowych bądź popularnonaukowych, a jeszcze mniej w tekstach dotyczących wiedzy ścisłej.

Na koniec chcę wspomnieć, że czym innym są tak zwane „łączniki” w języku polskim, służące zachowaniu spójności pracy. Są to różne spójniki, zaimki, frazy, które stosuje się po to, aby tekst był potoczysty, dobrze się czytał, i przede wszystkim, żeby był zrozumiały. Żeby stanowił jedną całość. Nie mówiąc już o poprawności językowej w ogóle. Nie jestem pewna, ale być może SEO ma na myśli właśnie te „łączniki”, nazywając je „frazą wzbogacającą wypowiedź”?

A co z frazą kluczową?

Tu też są trudne do zaakceptowania zalecenia. Fraza kluczowa powinna występować na początku wpisu (i to w tym samym przypadku!), bo inaczej tekst nie będzie zrozumiały dla czytelnika. To zupełnie nietrafiona wskazówka. Inna sugestia to, aby fraza kluczowa pojawiła się w nagłówkach, tzw. śródtytułach. Ponadto powinna wielokrotnie być powtórzona w tekście. Jednak także użyta w tym samym przypadku!

Zalecenia te wymuszają dopasowywanie tekstu do frazy kluczowej, które często wygląda sztucznie. Zrobiłam próbkę, w której bez sensu wpisałam frazę kluczową do kilku śródtytułów oraz w pierwszym akapicie z kilka razy, a SEO jest zadowolone, w zielonym kolorze. Ponadto wpisałam wiele “słodkich słówek” (łączników), zupełnie niepotrzebnych i nawet błędnie zastosowanych, a mimo to, wtyczka ocenia tekst, jako poprawny, wzorowy.

Na przykład w tym tekście, miałam “zarzut” nieumieszczenia frazy kluczowej w żadnym śródtytule (nagłówku) oraz drugi “zarzut” nieumieszczenia frazy kluczowej w pierwszym akapicie. Gdy nieco sztucznie dodałam początkowe zdanie z frazą kluczową oraz w pierwszym nagłówku umieściłam frazę kluczową, natychmiast SEO “uśmiechnęło się do mnie zielonym kolorem”.

Już zupełnie na koniec dodam, że niektóre wskazania tej wtyczki są pewnie przydatne. Prawdopodobnie opracowane są z punktu widzenia pozycjonowania, tego, czego oczekują wyszukiwarki itp. Wiadomo też, że wyszukiwanie fraz i pozycjonowanie są obsługiwane automatycznie, zatem nie jest uwzględniana żadna specyfika, żadna swoistość ani tematyczna, ani językowa. Jednak wolałabym więcej swobody w tworzeniu moich tekstów. Ale zapewne to wyłącznie moje pium desiderium.

Iva Kalina, 29.09.2018

17 thoughts on “Kłopoty z wtyczką SEO Yoast”

  1. Mam dokładnie ten sam problem:) A najbardziej bawi mnie to- 0% zdań zawiera frazę wzbogacającą wypowiedź, czyli mniej, niż zalecane minimum 30% zdań z takimi frazami.

  2. Ja traktuję te podpowiedzi jako wskazania tylko -mi yoast nic nie podświetla- więc pewnie mi łatwiej ignorować jego wskazówki 🙂
    Akurat nagłówki uważam że się bardzo przydają- bo faktycznie zauważyłam też u siebie, że czasami skanuję nagłówki- w dobie przeciążenia informacyjnego- myślę że to jest dobry zwyczaj (szczególnie, że u nas na blogu mamy często bardzo długie teksty).

    dzięki za artykuł- wiem teraz czym są frazy wzbogacające wypowiedź 🙂

    1. Dziękuję za komentarz. Oznaczenia kolorami (kółeczko czerwone, pomarańczowe i zielone) pokazują się jedynie w edytorze tekstów. W ślad za nimi idą uwagi typu: (kolejno) “czytelność wymaga poprawy”, “czytelność wystarczająca” i “dobra”. Podświetlenia natomiast, sama generuję, ale wyłącznie w edytorze, żeby zorientować się, które frazy nie podobają się SEO. Przeczytałam na stronie wtyczki, że podobno od tego zależy, jak poradzą sobie z wpisem wyszukiwarki.
      Rzeczywiście te uwagi mogą być przydatne w tekstach literackich, typowych blogach lub bardzo długich tekstach. Nagłówki są dobrze przyjmowane (zwłaszcza przez osoby młode, albo tych, którzy poszukują jakiegoś konkretnego materiału), ale niekiedy jakaś wypowiedź, odrębna merytorycznie, wymaga np. 320 wyrazów, a nie 300. A to już jest uznane za błąd. Bardziej uciążliwe są – jak napisałam – wyrazy powtarzające się (np. w wierszu lub wzorze matematycznym).
      Pozdrawiam i życzę dużo czytelników

  3. Trafiłam tu przez przypadek i obśmiałam się jak norka, czytając ten tekst, a to dlatego, że mam identyczne problemy z opisaną przez Ciebie wtyczką. Z początku traktowałam zalecenia Yoast Seo śmiertelnie poważnie i tym sposobem poszatkowałam sobie bez sensu opowiadanie, robiąc nagłówki z całkiem przypadkowych zdań. Innym razem złapałam się na tym, że zamiast myśleć o temacie, na który właśnie pisałam, siedziałam nad “wyguglowaną” w necie tabelką z frazami wzbogacającymi wypowiedź, usilnie próbując wymyślać zdania pod… konkretną frazę. Temat artykułu zszedł gdzieś na dalszy plan… 😉 Natomiast przy stosowaniu frazy kluczowej zawsze miałam zagwozdkę, jak to zrobić, żeby za przeproszeniem nie “rzygać” nią co chwilę, oczywiście w tej samej formie, gdyż wygląda to bardzo nienaturalnie. Dopiero niedawno przeczytałam gdzieś, że wyszukiwarka Google zauważa odmianę wyrazów w języku polskim i że zalecenie Yoast Seo, by fraza kluczowa wyglądała cały czas tak samo – jest bezsensowne.

    1. Dziękuję za komentarz:). Ja też na początku przejęłam się zaleceniami tej wtyczki, i gdy po kolejnych aktualizacjach dochodziły nowe nielogiczne wymagania, próbowałam zmieniać moje wpisy. Podejrzewam, że na gorsze, niestety. Na tym poprawianiu straciłam jedynie czas, zamiast pisać nowe rzeczy. Później próbowałam „oszukać” wtyczkę i nawet kilkakrotnie to się udało. Gdybyś chciała poznać moje sztuczki, żeby np. je zastosować, to jestem chętna Ci je zdradzić. Może zaledwie kilka zaleceń jest OK, ale reszta nieprzydatna i uciążliwa.

      1. Ja, póki co, podzieliłam sobie wpisy na dwa rodzaje. Na dłuższe, nad którymi pracuję z całą mocą (i tam staram się w miarę przestrzegać zasad Yoast Seo, choć oczywiście bez zbytniej przesady) i krótsze, refleksyjne (przy których olewam wtyczkę dokumentnie, nie pozycjonuję ich wcale). Czy mi to na dobre wyjdzie, nie mam pojęcia. Twoje sztuczki chętnie poznam, bo ciekawska ze mnie istota. 😉

        1. Przeczytałam sporo wpisów na Twojej stronie, niektóre zainspirowały mnie na tyle, że sama chciałabym napisać na ten temat. Niestety na razie moja energia “siadła”. Nie wiem, czy to okres jesienno-zimowy jest winien, czy coś we mnie? Zauważyłam, że każdy wypracowuje sobie jakieś swoje metody “obrabiania” tekstów. Stawiasz na coś głębszego, nie tylko na treść – meritum, ale i na jakiś swoisty klimat, który czuje się podczas czytania. Czy “olewanie” wtyczki – jak to ujęłaś – będzie miało wpływ na pozycjonowanie czy nie, tego nie wiem. W ostatnim czasie przeczytałam sporo na temat pozycjonowania itp. Ktoś pisze (gdy znajdę link, to Ci napiszę), że fraza kluczowa (o którą dopomina się wtyczka) nie ma żadnego znaczenia i że odchodzi się od tego wymagania. Podobno najnowsze trendy mówią zupełnie co innego, niż nam się sufluje. Ta mnogość wtyczek ma przynieść dochody komuś tam, a nie podnieść poziom naszych wpisów lub pozycji w Google. Sama niestety niewiele na ten temat wiem. Resztę napiszę na maila.

          1. Dziękuję za pozytywną opinię na temat mojego bloga. Jest mi naprawdę bardzo miło i jakoś tak za serce mnie chwyciło to, że wyczuwasz w zamieszczonych na nim tekstach – swoisty klimat. Tym bardziej, że blog dopiero się kształtuje, a ja wciąż szukam swojego osobistego sposobu wyrazu oraz testuję przy tym różne tematy.
            I uważam, że spokojnie napisałabyś na każdy temat, który Cię ciekawi bądź inspiruje. Masz bardzo lekkie pióro i ogromną łatwość formułowania myśli, nawet tych skomplikowanych. I życzę Ci – by siły i energia twórcza jak najszybciej powróciły. Tak to jest, że w życiu mamy okresy wzmożonego działania przeplatane okresami stagnacji, zwolnienia. Myślę, czas jesienno-zimowy też ma na to jakąś swoją część wpływu. A co do fraz kluczowych, to ostatnio przeczytałam, że ponoć pozycjonowania wymagają przede wszystkim wpisy na blogach firmowych, gdzie treść jest w pewien sposób schematyczna, natomiast wpisy na blogach prowadzonych hobbystycznie, poruszających tematy interesujące autorów – ponoć z założenia są często unikatowe i bronią się same. Ile w tym prawdy – nie wiem. 🙂

          2. Może to i dobrze, że testujesz różne tematy. Jednak, prawdopodobnie będziesz miała kiedyś podobny dylemat, jak ja: czy pisać o tym, co w danym momencie mnie interesuje i z grubsza to kategoryzować, czy zakreślić sobie krąg tematów i uściślić profil bloga, co najczęściej jest zalecane przez webmasterów. Podobno czytelnicy lubią wiedzieć, co mogą znaleźć na konkretnej stronie.
            Ja też mam trochę rozmaitości i też nie wiem na czym się skupić, a co odrzucić. Moją stronę mam od 17 miesięcy. Czyli też bardzo „młoda” strona. Statystyki odwiedzin zainstalowałam 9 miesięcy temu i z dużym zdziwieniem obserwuję, co jest częściej, a co rzadziej czytane. Wcale nie to, co zakładałam. Zatem powstaje drugi dylemat, czy pisać dla siebie, bo sprawia mi to przyjemność, czy też pisać o tym, co chętnie ludzie czytają? A może są jeszcze inne wskaźniki i „mądrości”, którymi należałoby się kierować?
            Z frazą kluczową – potwierdzam, też czytałam o tym, a niektóre wtyczki SEO nawet o nią nie proszą. Miło mi również, że pochwaliłaś moje wpisy. Czyli jednak zależy nam na rzetelnej opinii innych…

          3. Uściślenie profilu bloga to w tej chwili mój największy zgryz, bo tak naprawdę nie bardzo mam ochotę to robić, a wiem że jest to zalecane, a przez wielu uznane za niejaką konieczność i oczywistość. Prędzej czy później będę musiała wymyślić jakąś taktykę lub uzasadnić jej brak. Znaleźć jakiś złoty środek pomiędzy pisaniem dla ludzi i dla własnej satysfakcji. I szczerze powiedziawszy nie wiem jak to zrobię i czy w ogóle mi się to uda. 17 miesięcy – to jeszcze młody blog, choć na takiego nie wygląda ze względu na dużą liczbę wpisów bardzo dobrych, merytorycznych i zawierających w sobie ogrom wiedzy.

          4. Uściślenie profilu bloga to chyba dość trudna decyzja, zwłaszcza, że interesują i Ciebie i mnie różne rzeczy. Przyznam, że od początku odsuwałam tę sprawę, co miało charakter (jak gdzieś napisałaś) prokrastynacji. Ty już po pół roku próbujesz to rozgryźć, a u mnie będzie za miesiąc półtora roku! Bo rzeczywiście jest to trudna decyzja, dlatego, że nie wiemy, co może się okazać po jakimś czasie, a obie nie chcemy go zmarnować.
            Ci, którzy doradzają, mówią, że trzeba najpierw zrobić założenia, określić cel prowadzenia bloga/strony i dopiero potem zabrać się do pracy. W praktyce nie zawsze się to sprawdza. Za dużo rzeczy nie wiemy w momencie wyjściowym, żeby jasno ustalić co i jak. Ale życzę Ci powodzenia i najważniejsze wg mnie, to nie zgub tego ciepła i specyficznego klimatu, jakimi obdarzasz swoje posty, bo inne rzeczy mają: ciekawa treść i poprawny język.

          5. W teorii faktycznie, najpierw powinno się ustalać cel i założenia, potem strukturę strony, a na samym końcu dopiero zabierać się za zakładanie strony/bloga. Ale to rada dobra tylko dla tych, którzy mają konkretnie określone zainteresowania i dokładnie wiedzą czego tak naprawdę chcą. Pozostali wielu rzeczy o sobie dowiadują się dopiero w praktyce, podczas zbierania doświadczeń, których wcześniej nie mieli. To etap nauki, którego czasem się nie uniknie.
            Dziękuję i również życzę Ci powodzenia oraz jak najwięcej radości z pisania i twórczego realizowania własnych pasji.

    1. Odpowiedź dla Mirka: Prawdopodobnie masz starszą wersję WordPressa (lub PHP), z którą wtyczka (po aktualizacji) nie jest kompatybilna. Może także twój motyw (szablon) nie współgrać z tą wersją wtyczki SEO. Spróbuj dodać jeszcze raz wtyczkę i tam zobaczysz czy jest ona zgodna z twoim motywem. Nie jestem specjalistką w tym zakresie, dlatego tylko tyle mogę poradzić.

  4. To może ja dodam swoje trzy grosze od strony technicznej – co mam nadzieję rozwieje część wątpliwości. Tak się składa że pracuję w firmie zajmującą się SEM i SEO, w tym również szeroko pojętym contentem. Posiadamy narzędzie podobne do wtyczki Yoast które po części tworzyłem więc jako takie pojęcie mam 😉

    Do meritum.

    Czy należy się stosować do zaleceń które podpowiada wtyczka? I tak i nie.

    W przeważającej liczbie przypadków tak. Tego typu wskazówki mają na celu poprawić nasz content z perspektywy algorytmów google’a aby strona była wyżej w wyszukiwarce. Nad takimi wytycznymi, których dane narzędzie ma pilnować pracuje zwykle grupa ekspertów w tej dziedzinie tworząc różne reguły (np. “użyj słowa kluczowego w tytule przynajmniej raz”).

    Do tych reguł ludzie tworzący content powinni się stosować, ale… no właśnie, w praktyce nikt nie wie jak dokładnie pozycjonuje algorytm google’a, parametrów które bierze on pod uwagę są dziesiątki (lub setki, zależy jak liczyć) a nawet dla pojedynczych przypadków nie są zdradzane szczegółowe kroki prowadzące do jego oceny. Google od czasu do czasu wprowadza zmiany (najczęściej nieznaczne) oraz publikuje “wskazówki” i to m. in. z nich (a także różnych badań i analiz) później tworzone są reguły dla takich narzędzi jak wtyczka Yoast. Te zmiany w algorytmie google’a, oraz nowe analizy sprawiają że “reguły gry” się zmieniają a wtyczka po aktualizacji zmienia zielone potwierdzenia na czerwone alarmy do poprawy. Nie znaczy to jednak, że są to złote zasady dające 100%-ową skuteczność.

    Kiedy więc można od nich odejść? Na pewno w przypadkach takich jak opisane w artykule
    “Wtyczce nie podoba się powtarzająca się literka “T”.”
    jak również
    “W jednym z fragmentów tekstu 3 następujące po sobie zdania zaczynają się od tego samego wyrazu. ”
    Są to przykłady gdzie po prostu wtyczka nie poradziła sobie z interpretacją treści artykułu np. jako “tu jest lista a nie ciąg tekstu więc nie sprawdzajmy reguł”, czy “to wzór, znaki mogą się powtarzać”. Takie przypadki należy po prostu zignorować i pogodzić się z faktem, że gdzieniegdzie wtyczka nie oceni artykułu 10/10.

    Dalej sprawa się trochę komplikuje, przypadki takie jak zmuszanie autora do wciskania frazy w gotowy artykuł bo wystąpiła 6 razy a nie 10 podlegają ocenie subiektywnej. Osobiście powiedziałbym “jeżeli ma Ci to rzutować na szyk / płynność / jasność przekazu w artykule to tego nie rób, w pozostałych przypadkach tak”. Należy tu też pamiętać o tym, że takie narzędzie nie poradzi sobie tak dobrze jak człowiek znający tematykę, to nie są czasy kiedy całe pozycjonowanie w google’u robiło się na jedno kopyto (czasy keyword stuffing i backlinks spam już minęły). Przykładowo, trzymając się zagadnienia blogów, osoba pisząca trudne eksperckie teksty w praktyce powinna inaczej podchodzić do niektórych aspektów SEO niż osoba pisząca lekkie, krótkie historie dnia codziennego. Dlatego wymienione w powyższym artykule “nietrafione wymagania” faktycznie mogą być nietrafione, najlepszym rozwiązaniem jest zastanowić się które reguły nie są dla Ciebie i Twojego stylu pisania i po prostu je ignorować.

    Jeszcze dodatkowe uwagi których nie wplątałem do głównej wypowiedzi:

    Google radzi sobie z odmianami – tak i to już od dawna. Dlatego jeżeli wtyczka krzyczy “użyłaś tylko 6 razy słowa ‘wtyczka'” podczas gdy w tekście jeszcze po 4 razy użyte jest “wtyczką”, “wtyczce”… to jest to błąd wtyczki i można go zignorować, może kiedyś uda im się wdrożyć do niej umiejętność odmieniania.

    Odnośnie wielojęzykowości wtyczki – różne języki rządzą się różnymi prawami i tutaj pojawiają się niemałe schody dla twórców podczas dostosowywania takiego narzędzia. Osobiście miałem takie przeprawy podczas określania w narzędziu definicji długiego słowa. Jeśli dobrze pamiętam opierając się o pewne naukowe publikacje ustaliliśmy wartości dla różnych języków, m. in. stanęło na tym że w języku angielskim długie słowo to takie które zawiera 3 lub więcej sylab, w polskim 4 lub więcej – zainteresowanych odsyłam do google’a “Indeks czytelności FOG”.

    Na koniec dodam, że nie zajmuję się pisaniem artykułów, więc styczność z wtyczką Yoast miałem jedynie od technicznej strony, lecz czytając ten artykuł wniosek jaki mi się nasuwa: chcieli zrobić za dużo i na zbyt szeroki rynek, stąd ich wskazówki są niekiedy nietrafione, a część z nich należy traktować z przymrużeniem oka. Mimo wszystko dla kogoś kto nie jest w temacie pozycjonowania i nie ma czasu ani chęci na douczanie się w tym temacie tego typu rozwiązania są warte polecenia 🙂

    1. Odpowiedź na komentarz Jacka R.: Bardzo cenny komentarz. Przestudiuję go dokładnie. Z tego, co już się zorientowałam, wiele spraw wyjaśnia, ale też pokazuje jak skomplikowane są to mechanizmy. Nie zwalnia to jednak twórców od tego, żeby dołożyć większej staranności przy specyfice treści oraz języka. No i wymaga podejmowania (własnej) decyzji w sprawach, w których autorzy Stron – poza specjalistami – nie są biegli i dlatego potrzebują “wsparcia” ze strony takiej właśnie wtyczki. Dziękuję za wyjaśnienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *