Podążanie jej śladem. 9 Lipca (18)
Podążanie jej śladem. 9 Lipca (18)
|
∼ 18 ∼ Podążanie jej ślademUdało mi się zeskanować wszystkie papierki i ten odręczny także. Zeskanowałem też zdjęcie i to kilka razy, żeby wyszło w miarę dobrze. Nagrałem to wszystko na dyskietkę i od razu wrzuciłem do mojego laptopa. Starannie sprawdziłem, czy nie pozostał jakiś ślad w komputerze. Spokojnie oddałem dokumenty, wkładając je w to samo miejsce. Podziękowałem i radośnie wyszedłem. Miałem adres, wiedziałem, gdzie mieszka! Zaraz też pojechałem do domu i przejrzałem wszystkie jej dokumenty. Czułem się trochę jak złodziej lub oszust. Wydrukowałem wszystkie papiery, kwestionariusz, życiorys, świadectwo maturalne, podanie o przyjęcie i odręcznie napisany tymczasowy adres. Najwięcej się napracowałem nad zdjęciem, zrobiłem powiększenia i wydrukowałem; całe popołudnie mi na tym zeszło. Już miałem kilka telefonów od rodziny, miałem się przecież pożegnać, muszę tam zaraz jechać. Pojechałem do rezydencji, byłem zadowolony i nawet żartowałem.Ojciec trochę przyglądał mi się: – Cieszę się…, chyba trochę przyszedłeś do siebie? – Ale czy za tym nie kryje się coś tajemniczego, jakaś dziewczyna na przykład? – mama spytała, chociaż nie miała się już do mnie odzywać.– No właśnie? – dopytywała też Tunia. Podążanie jej ślademPo powrocie do domu zacząłem studiować jej dane. Byłem trochę zaskoczony, jakoś mi do niej nie pasowały… Kwestionariusz nic nie mówił, szkoła ta i ta…, życiorys też niewiele więcej wnosił. Uśmiałem się nawet: urodziłam się, ukończyłam szkołę podstawową a potem średnią ogólną i jest jakaś wzmianka o edukacji muzycznej, w roku tym, a tym – i koniec. Nie lubi o sobie pisać… Adres jest, jakaś dziura… ciekawe kim są jej rodzice, czy mają gospodarstwo rolne? Gdzie chodziła do szkół? Też tego nie ma, aha jest tu świadectwo, tak, jakaś mieścina i – o, niezłe oceny, prawie same piątki! A nie, są jakieś czwórki. Z chemii i z biologii, ciekawe… Tak, jest adres zamieszkania, ale czy ona teraz tam jest? Chyba nie, skoro podała jakiś miejski adres z adnotacją: tymczasowy. To znaczy, że mieszka w Alpinie i tu coś wynajmuje. Może pojechała na wakacje do rodziców, a może jest tutaj… raczej tu, bo po co dawałaby ten adres jako tymczasowy. Jutro tam zaraz pojadę, przed południem, a może lepiej po południu? Nie, nie wytrzymam do popołudnia… A to zdjęcie takie śmieszne, te warkoczyki i oczy – tak jakoś patrzą… no nie, kompletne dziecko… Taka niewinna. A teraz? Wiele się nie zmieniła, tylko warkocz ma z tyłu, zamiast dwóch warkoczyków, nieco wydoroślała, no i twarz, oczy i usta.., tak, stanowczo wygląda inaczej, znacznie doroślej. No to do jutra moja śliczna, moja, moja, moja dziewczyno…Ojciec wczoraj dzwonił i krótko rozmawialiśmy, dzisiaj też pewnie zadzwoni. Czy aby on mnie nadal nie kontroluje? Dobrze, że nie pojechałem, co ja bym tam robił? Tunia będzie się migdalić z Natem i słusznie, a ja bym myślał o moim „blond warkoczyku”! No, chyba że prowadziłbym niekończące się rozmowy z ojcem, tak jak na feriach zimowych. Wszyscy się wtedy dziwili, że na wakacje jadę z kolegami bądź z rodziną, a mam przecież dziewczynę już od ponad pół roku i – jak sądzili – jest to stały i poważniejszy związek. Gdzie jesteś „blond warkoczyku”?Wielkie osiedle, trochę tu trzeba się nakręcić. To musi być gdzieś tu. Jest, to ten blok – czułem się lekko podniecony… Typowy blok. Muszę zaczekać chwilę, może gdzieś tu będzie szła? Ale co ja jej właściwie powiem? Że zostawiła zeszyt z notatkami? Cha, cha, cha… Ale dobrze, wezmę na wszelki wypadek jakąś książkę, jakieś kartki – zawsze mam to w samochodzie. Jeśli jest prawdą to, co myślę, to… powinna wyjść, powinna zgodzić się na jakąś rozmowę ze mną. Ale muszę to sensownie jej powiedzieć, poważnie. Tak, powiem, że to ważne, że chciałem jej jeszcze coś powiedzieć w sprawie stypendium, jak ma napisać podanie i w ogóle coś ważnego o studiach. Powinna się zgodzić. Powiem, że na chwilę, a może od razu, że na lody, czy coś takiego…? Oj Wagner, ty idioto…, zawaliłeś sprawę, a teraz trzęsiesz się przed jakąś kozą… Och, jaka głupia sytuacja, ja, tu, szukający po osiedlu jakiejś dziewczyny, studentki! Gdyby mnie ktoś ze znajomych zobaczył! Albo z rodziny! Ciekawe, co by powiedzieli? Jakie by mieli miny? A co by o mnie pomyśleli, to nawet nie mam wyobrażenia… Na szczęście jest dość pusto, przedpołudnie upalnego lipcowego dnia… no tak, i w tym wszystkim ja… |
∼ 18 ∼ Dotrwałam w ten sposób do początku wrześniaMuszę przyznać, że wciąż zwracałam uwagę na mężczyzn w typie mojego cudownego nieznajomego, czy może to on? Myślałam, że przecież jest możliwe, że gdzieś mogę go spotkać. Często myślałam, jakby to było, gdyby pojawił się w naszej restauracji? Marzyłam o tym, żeby go spotkać, tak przypadkiem… Ale jego nigdzie nie było. Pewnie bawi gdzieś za granicą albo w jakimś kurorcie. Na pewno jest teraz z jakąś ładną dziewczyną… A gdyby przyszedł z dziewczyną do naszej restauracji, to co by było? Ona elegancka, wypoczęta, a ja… w fartuszku kelnerki i może nawet spocona. Na pewno bym zemdlała! O Jezu, proszę, nie! Rodzice przysłali mi zaświadczenia potrzebne do starania się o stypendium i bezpłatny akademik. Wykazane przez gminę i zakład pracy taty dochody wcale nie przedstawiały faktycznej sytuacji. Z majątku taty prawie nic nie zostało, były pozawierane jakieś fikcyjne umowy na dzierżawy, które wykazywały nieistniejące dochody. Poza tym tata spłacał pożyczkę za siebie i swojego wspólnika, który zginął w wypadku. A z jego poręczycielką tata „zawarł jakieś dziwne porozumienie”. Mama ukrywała to przed nami. Ale my i tak domyślaliśmy się, że miał z nią romans. To zresztą między innymi stało się zarzewiem nieporozumień między mną a tatą w ostatnie święta i kazał mi się nie pokazywać. A ciekawe, czy wiedział, że wysyłam mamie pewne nieduże kwoty na bieżące zakupy, bo raty i odsetki pochłaniały sporą część ojca zarobków, a bank był bezlitosny. Złożyłam stosowne podaniaMiałam jeszcze jedno zobowiązanie, żeby wymienić zdjęcia na aktualne, co niezwłocznie uczyniłam. Uporałam się z tym do 15. września, bo taki termin mi wyznaczyli na uzupełnienie dokumentacji. Tego dnia, gdy poszłam na uczelnię złożyć podania i dostarczyć zdjęcia, nie wiedziałam, czy chcę go spotkać, czy nie. Mówiłam sobie nie, nie chcę go spotkać, ale gdy już wracałam z uczelni, byłam ogromnie zawiedziona, że go tam nie zobaczyłam i cały dzień byłam bardzo smutna. Tak, jednak wolałam go spotkać! Dołożyłam starań, żeby ładnie wyglądać, nawet rozpuściłam włosy i zebrałam je na lewą stronę z przodu. Byłam teraz bardzo zawiedziona, że na próżno się szykowałam: pomalowałam nawet rzęsy, chociaż nie musiałam, bo miałam bardzo ciemne, mimo moich dość jasnych włosów. Często mi mówili, że mam dziwne kolory: jasne włosy, a rzęsy i brwi ciemne i do tego zamiast niebieskie – całkiem zielone oczy. Jakie to dziwne: chciałam go zapomnieć, wyrzucić z głowy, a jednocześnie tak bardzo pragnęłam znów go zobaczyć… Zdaje się zupełnie bezwiednie starałam się ładnie wyglądać. Wstałam nawet wcześniej, żeby umyć włosy i wyprasować spódniczkę. Nie wiem po co!? Przecież i tak go tam nie było! Zazwyczaj noszę spodnie, a tym razem założyłam spódniczkę. Po co? Czy nie byłabym jeszcze bardziej zawstydzona, gdyby zobaczył mnie w krótkiej spódniczce? Najpierw powinnam zwalczyć swoją nadmierną emocjonalność, która objawia się wstrętnymi pąsami i szkaradnym zakłopotaniem w obecności kogoś, na kim mi zależy. Co on sobie o mnie pomyślał, gdy widział mnie tak bardzo zawstydzoną i wystraszoną? Umiem rozmawiać z ludźmi, a on sobie pewnie o mnie źle pomyślał, że nawet jednego zdania nie potrafię sklecić! Potem sobie to wyrzucam, nie lubię siebie za to! Muszę za wszelką cenę opanować swoją nieśmiałość.Tak często występowałam w szkole i poza szkołą na scenie, przed dużą widownią niekiedy, a wciąż w niektórych momentach traciłam pewność siebie. Inauguracja roku akademickiego rozpoczyna się 29. września w poniedziałek. Dowiedziałam się, że mam przyznany akademik, ale na informację, czy płatny czy nie, trzeba jeszcze poczekać. Także informacja o stypendium będzie jeszcze później, około połowy października. Zastanawiałam się, czy na tym kierunku będzie podobnie, jak na poprzednim. Jakie będzie towarzystwo…?Tam koledzy od razu przypuścili szturm, a ja byłam dość zdezorientowana. Na początku zainteresował się mną sympatyczny Paweł. Najpierw kilka razy odprowadził mnie po zajęciach na przystanek autobusowy, później pokazywał mi miasto, byliśmy chyba z dwa razy w kinie i kilka razy na spacerze, ale wkrótce odbiła mi go zdecydowana na wszystko koleżanka. Chyba nie odpowiadał mu dystans, jaki wyznaczyłam między nami. Podobnie informatyk z pracowni komputerowej zdecydowanie mnie podrywał, ale w dość elegancki sposób. Był przystojny i już po studiach, ale ja nie byłam gotowa na jakikolwiek związek. Teraz myślę, że byłam zwyczajnie za młoda. A może zbyt prowincjonalna. Spotykałam się też oczywiście przez dłuższy czas z Julianem – aż do wakacji. July był najbardziej powściągliwym chłopakiem i bardzo przyjacielskim. Jednak zdecydowanie większość towarzystwa studentów prawa zapisałam negatywnie w mej pamięci. Propozycje niektórych kolegów były prostackie i niezwykle wprost. A koleżanki były zbyt obcesowe, jak na mój gust, niezwykle praktyczne i nowoczesne. Całe towarzystwo na roku odczytałam jako mało życzliwe względem siebie, rywalizujące raczej ze sobą niż przyjacielskie. Zaprzyjaźniłam się z dwoma koleżankami, mieszkającymi w pobliskich miasteczkach i dojeżdżającymi codziennie na zajęcia. Jednak z tego też powodu nie spędzałyśmy z sobą wolnego czasu, bo one po prostu wracały do domu. Poza tym, ja z powodu podejmowania różnych prac opuszczałam sporo wykładów, toteż kontakty nasze były prawdę mówiąc znikome. Gdy zaczynałam myśleć o nowych koleżankach i kolegach, to zaraz on – ten cudowny doktor – stawał mi przed oczami.Próbowałam się dyscyplinować, żeby nie zagarnął mi całej uwagi. Nie mogę, a nawet wcale nie chcę o nim myśleć; będę się uczyć i na tym mi najbardziej zależy, to znaczy, wyłącznie powinno zależeć! Tak, skupię się na nauce, te studia już muszę skończyć. Będę się stawała coraz mądrzejsza, może odpowiem sobie na wszystkie pytania, jakie wiecznie sobie zadaję… Spotkam tam wielu mądrych ludzi i etycznych, i prawych… Nareszcie będę obracała się w środowisku tak wspaniałych ludzi. Kadra nauczycieli akademickich to z pewnością wspaniali filozofowie…, a studenci – to też filozofowie in statu nascendi, wszyscy poszukujący wiedzy i mądrości, nie goniący za pieniędzmi, wrażliwi… Tak, to odpowiednie środowisko dla mnie. Tworzą wspaniałe teorie i rozmawiają o takich ważnych, samych najważniejszych rzeczach. I ich codzienność też musi wyglądać niecodziennie! Już nie mogłam się doczekać! |








