Najlepszy opiekun roku
Blog: 9 Lipca

Najlepszy opiekun roku. Doznałam szoku. 9 Lipca (24)

Najlepszy opiekun roku. Doznałam szoku → 9 Lipca 

∼ 24 ∼

Najlepszy opiekun roku

Po wyjściu z budynku jeszcze podkusiło mnie, żeby zajrzeć do akademika i sprawdzić, ile osób jest przyjętych z naszego Instytutu. Głównie z pierwszego roku, którego jestem opiekunem i mam prawo wiedzieć, nawet wypada się tym zainteresować. Ale chodziło mi oczywiście o to, czy moja ukochana ma przyznany akademik.

Kierownikiem był mój kolega, ze studiów można powiedzieć, Tomek Zwoleń. Kończył wprawdzie inny kierunek – socjologię, ale na tym samym wydziale i często rozmawialiśmy z sobą. Teraz, poważny kierownik akademika, niby to rozumiał, chociaż patrzył lekko podejrzliwie na mnie, że taki jestem gorliwy.

– Inni opiekunowie nie interesowali się tym zbytnio lub wcale.

– Ale ja chcę być najlepszym opiekunem, jakiego świat widział – roześmialiśmy się obaj. Dość się lubiliśmy, dlatego było mi łatwiej. Zapytałem o listę przyjęć z mojego kierunku, a dokładnie listę pierwszego roku. Podał mi dość gruby plik kartek, dokładnie zszyty z podziałem na kierunki i roczniki. Wszystko bardzo porządnie. Znalazłem filozofię i pierwszy rok, a zaraz moją Iwę i jej koleżankę. Przez cały czas rozmawialiśmy luźno. Patrzyłem na listę dość długo, a on zapytał:

– Czy interesuje cię jakieś konkretne nazwisko? – O, jaki błyskotliwy! Zaprzeczyłem.

– A jaki macie termin przyjęć? – rozgadał się o problemach materiałowych i kadrowych. Zaczął narzekać na jakąś wredną babę, z którą musi się użerać i czasem nie wie, czy to ona jest kierowniczką, czy on!

– A co ona tu robi? – wypadało się zainteresować.

– Jest intendentką! A wtrąca się do wszystkiego! Wydaje się jej, że może decydować o wszystkim! Owszem pracuje tu od początku i zna problemy, ale nie pilnuje swych kompetencji, a wciąż mnie strofuje… Że jestem młody, to wydaje się jej, że może sobie pozwalać…

– Wiesz… – ciągnął nieco rozżalonym tonem – na przykład była tu przed, może dwiema godzinami, śliczna dziewczyna, taka zagubiona i drobniutka, z bagażem, prosiła, żeby ją już dzisiaj zakwaterować. Przecież mamy już część pokoi gotowych, nic by się nie stało, gdybyśmy ją już dzisiaj przyjęli – zacząłem nadstawiać mocno uszu, gdy usłyszałem „śliczna dziewczyna” i „drobniutka”, a on ciągnął dalej – to ten babsztyl wtrącił się do rozmowy i ja już nie miałem nic do powiedzenia – Tomek dokończył historię, a ja zapytałem:

– A jak się nazywała ta dziewczyna?

– Nie pamiętam, ale zaraz ją znajdę – i zaczął przesuwać palcem po nazwiskach. – Z pierwszego roku, od was… – o mam, Liwia Sankowska – i pokazał jej nazwisko na liście. Znieruchomiałem i z mocno zmarszczoną twarzą zapytałem:

– Ona tu dzisiaj była? Z bagażem? O której godzinie?

– Znasz ją? – Tomasz zapytał.

– Chyba tak, z egzaminu – skłamałem. I z kolei ja dopytałem się o tę wredną babę, która ją w tak ostry sposób odesłała. Teraz znacznie lepiej rozumiałem problemy Tomasza.

Upewniłem się jeszcze, że Liwia mówiła, iż ma się gdzie podziać dzisiejszej nocy.

Ale i tak poczułem się fatalnie, że ona nie ma gdzie mieszkać i że była tu przed kilkoma godzinami. I pomyśleć, że mogłem ją już dzisiaj spotkać! Byłoby łatwiej niż na inauguracji. Och, gdybym był tu wcześniej. Miałem wrażenie, że się jakoś mijamy, że to mój pech, że się spóźniam, czy co…? Ale dlaczego zjawiła się tu już dzisiaj z bagażem? To znaczy, że nie ma gdzie mieszkać. Ciekawe, dokąd poszła? Jaka szkoda, cholera, że nie zjawiłem się tu wcześniej! Ona gdzieś się męczy pewnie, przenosząc ciężką torbę…, no szkoda! Przecież bym jej pomógł. I pomyśleć, że ja mam takie ogromne, wygodne mieszkanie, a ona nie ma gdzie się podziać. A przecież to mieszkanie na nią czeka!

Najważniejsze, że ona jest! Do poniedziałku tylko kilka dni, byłem coraz bardziej podniecony. Jak sztubak, jakbym miał naście lat a nie za dwa miesiące 28.

Najlepszy opiekun rokuW domu wydrukowałem sobie jej duże zdjęcia na kilka różnych sposobów: kolorowe, czarno-białe, z jakimiś rozmaitymi efektami i wszystkie mi się bardzo podobały. Uśmiechałem się do siebie lub do niej, sam nie wiem, ale byłem tego dnia bardzo radosny.

Nawet Benia to zauważyła.

– Zauważyłam, że tobie brakuje uniwersytetu, twojej pracy – spojrzałem zaciekawiony – jak tylko skończyły się wakacje, ty jakbyś odżył? Tak cieszysz się na tę pracę?

– Nie wiem…, wiesz, może, jak rzucam się w wir pracy, to – nie wiedziałem, jak zakończyć, więc powiedziałem – to właściwie nie wiem, może?

– Tak, tak, widzę, że i apetyt masz lepszy – kiwałem głową na obie strony, a ona dokończyła:

– Ojciec na pewno się cieszy.

– Tak, ostatnio rozmawialiśmy, było nawet wesoło. Przyznał, że martwił się trochę o mnie, ale widzi, że jestem uniwersyteckim zwierzęciem. Tylko nie kazał się przepracowywać. Mówił: z tą habilitacją, to wrzuć sobie na luz, jak to teraz młodzież mówi. Zaleciłem mu to samo.

∼ 24 ∼

Doznałam szoku

– Wydaje mi się, że zmartwiłaś się, ale nie jestem pewna – zaczęła Asia.

– Dziękuję – powiedziałam ociężale – wiesz, doznałam szoku, kiedy tu weszłam – Asia już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć i nawet zaczęła, myśląc, że przejęłam się uwagami czwartej koleżanki. Owszem, to nie było miłe powitanie. Takie nieporozumienia zdarzają się nader często, gdy jedna osoba uważa, że ta druga spojrzała na nią z góry, a ta druga, że to tamta przywitała ją nieprzyjaznym spojrzeniem.

–  Nie, nie – tłumaczyłam – nie chodzi mi o tamto, chociaż nie było to miłe. Gdy weszłam do pokoju, to oniemiałam ze zdumienia, bo stwierdziłam, że już widziałam ten pokój, a przecież nigdy tu nie byłam.

Zaczęłam gorączkowo myśleć, skąd znam to miejsce, czy może widziałam jakieś podobne? Ale nie. I przyszło mi do głowy, że coś takiego mi się śniło.

– Tak, przypominam sobie – to był sen, pamiętam, ale tak trochę przez mgłę. Widziałam ten pokój: okno z tymi żaluzjami i firanką, ten kolor ścian, meble… Boże! I ciebie też, tak, była tu jakaś ciemna dziewczyna, ale ta szafa stała gdzie indziej, tak jakoś tutaj, a stolik z krzesłami tutaj… I zaraz, to łóżko, stało tutaj i to było moje łóżko…

– O Jezu! – Chodziłam po pokoju i nie mogłam tego pojąć. Byłam nawet trochę tym wystraszona. I Asia też. Słuchała mnie z otwartymi ustami.

– Czy masz jakąś niebieską bluzkę, z rękawem 7/8, dość luźną, do bioder, z małym dekoltem, z przodu zapięcie na kilkanaście centymetrów z guziczkami, a na rękawach wzdłuż naszyty jakiś wzorek, z tego samego…  – widziałam napiętą minę Asi z rosnącym zdziwieniem, więc czułam, że chyba trafiam – raczej wizytowa? – zapytałam. A ona z nieruchomymi dużymi oczami odpowiedziała przeciągle:

– Taaak…  – i pobiegła do szafy, wyjmując z wieszakiem niebieską śliczną bluzkę, z naszytym wzorkiem na rękawach, taką jaką widziałam we śnie, a którą miała wówczas na sobie tamta ciemna dziewczyna. Wszystko się zgadzało. Zaczęłam ją oglądać. Na chwilę znieruchomiałyśmy, każda ze swoimi myślami. Nie miałam wątpliwości, śnił mi się ten pokój i ta koleżanka w niebieskiej bluzce.

– Boże, jakie to niesamowite! – Asia zaczęła mnie ściskać. Było to dla mnie coś nowego, gdyż nie pozwalałam na to nikomu. Nie lubiłam się ściskać z dziewczynami, poza pierwszymi latami w szkole podstawowej i nie akceptowałam nawet jakiegoś przypadkowego dotyku, obojętnie czy ze strony dziewczyny czy chłopaka. A w tym wypadku jakoś mi to nie przeszkadzało.

– Ale kiedy to ci się śniło?

– Chyba jeszcze przed – tu zawahałam się, bo nie chciałam powiedzieć „przed maturą”, ponieważ pomyślałaby, że to przed kilkoma miesiącami, a to było ponad rok temu. Przecież odbyłam już roczne studia na prawie, wcześniej podczas długich wakacji po maturze pracowałam, ale tego na razie nie chciałam mówić. Zakończyłam więc – jakiś czas temu, nie pamiętam dokładnie, ale już sporo czasu minęło, może nawet dwa lata…

– To miałaś proroczy sen! Wiem, są takie, niektórzy to mają, ale myślałam, że raczej babcie, a nie takie młode i śliczne dziewczyny.

W pokoju zrobiłyśmy przemeblowanie, tak, aby każdej z nas było w miarę wygodnie i niekrępująco.

No i zgodnie z moją wcześniejszą wizją senną. Dlatego podzieliłyśmy meble na pół i część ustawiłyśmy zaraz przy wejściu, żeby osłaniały moje łóżko, które spod okna przesunęłyśmy do przeciwległej ściany. Miałam w ten sposób swój mały zakątek.

Asia miała łóżko przy oknie i naprzeciwko małą meblościankę. A łóżka ustawiłyśmy po skosie naprzeciwko siebie, podobnie stały meblościanki. Nie były wysokie, może 180 cm lub mniej? Przy mojej stała też wąska szafa na ubrania, a szafa Asi stała w nogach jej łóżka. Kwadratowy stolik z krzesłami stał pomiędzy moim łóżkiem i jej meblościanką.

Asia nieco zasmuconym głosem zapytała:

– Czy ty czasem nie uciekasz ze swoim łóżkiem, żeby być dalej ode mnie? Nie będziemy mogły sobie gadać – powiedziała smutno – chociaż nie, będziemy mieć pewnie tyle nauki, że nie będzie czasu na rozmowy – szybko zakończyła, jakby zreflektowała się, że nie jesteśmy tu po to, aby rozmawiać, ale żeby się uczyć.

– Ależ Asiu, to nie tak. Trochę zrobiłam to dlatego, że tak mi się śniło, więc chciałam wypełnić sen, ale jeszcze bardziej dlatego, że przy oknie będzie mi może zimno, znam to z poprzednich miejsc… – mówiłam niepewnie, ale chyba powinnam jej powiedzieć sedno tego przemeblowania.

– Pomyślałam, że każda z nas będzie miała swój kąt, że będzie mogła, np. świecić dłużej lampkę nocną i nie będzie to tej drugiej przeszkadzało… Wierz mi, nie ucierpią na tym nasze relacje…, a rozmawiać będziemy tyle, ile będzie potrzeba. Wydaje mi się, że jesteś bardzo sympatyczną koleżanką… 

– No jasne, rozumiem, pewnie masz rację z tym własnym kawałkiem kąta.

– To nie będzie kawałek kąta, tylko kawałek pokoju, a kąt – cały – powiedziałam nieco żartobliwie, żeby rozładować delikatne napięcie. I dodałam po chwili – A poza tym nie zapomnij, że już dawno o tobie śniłam!

I to był argument, który udobruchał zupełnie moją nową koleżankę.

Ilustracje:

Obrazek wyróżniajacy – Bluzeczka: moja własna (nieudolna) praca w Photoshopie
Plan pokoju: mój rysunek w Photoshopie
Śliczna dziewczyna: obrazek pobrany od AI, pozmieniany przeze mnie. 

Uwaga:
Może czytelnik/czka się zdziwi, że pobieram obrazki od AI, a także sama rysuję! Ja też się dziwię, że taki jest świat. Od pewnego czasu platformy internetowe zamieszczające banki darmowych obrazków, teraz żądaj opłat. Nawet za te obrazki, które zostały pobrane dużo wcześniej jako darmowe. Zob. moje dwa wpisy na ten temat: Copytrack – moja historia oraz Copytrack: Jak algorytm straszy filozofa. I nie jest to pojedynczy przypadek.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Content is protected !!