Malwina wciąż dzwoni! Znów pakowanie. 9 Lipca (20)
Malwina wciąż dzwoni! 9 Lipca (20)
|
∼ 20 ∼ Malwina! Wciąż dzwoni…Co robić? Odebrać? Myśli, że jestem już w Niemczech, mieliśmy nocować w Bawarii. Nie, chyba nie odbiorę, bo jak się dowie, że nie wyjechałem, to będę musiał się z nią spotkać. A ja muszę powoli z nią kończyć, przecież spotkałem już moją dziewczynę. Ale czy rzeczywiście spotkałem? Gdzie ona jest?! Nie, jednak na randkę nie mam ochoty. Ale zaraz, jeśli nie przyznam się, że nie pojechałem, to za parę dni też nie będzie wypadało o tym mówić. I za tydzień też! Czy mam zostać ascetą? Pomyślę później… Rozmowa telefoniczna z ojcemZnów telefon… I znów tata? Nie zadzwoniła ani Tunia, ani Nat, czy i on jest na mnie obrażony? – Tak, tak, tato, wszystko w porządku! – dobrze, że nie napiłem się, pewnie od razu by wyczuł – siedzę nad pracą, ale będzie wszystko dobrze, wiem, jak to rozwiązać, potrzeba tylko sporo pracy. Zamierzam to wszystko zrobić w wakacje! A rodzinka, jak się miewa? Dziwiłem się, że nie rozwiedli się kiedykolwiek, każda pora wydawała mi się odpowiednia, począwszy od czasów dziecięcych. A teraz? Chciałem nieraz ojca o to zagadnąć, tym bardziej, że wiedzieliśmy o jego związkach z kobietami, z którymi nawet się specjalnie nie krył. Matka też miała swobodę i jakieś życie intymne poza małżeństwem, chociaż ona z kolei ukrywała to głęboko. Była mimo wszystko dość pruderyjna. – Nie zapomnij ucałować je ode mnie i życz im wszystkim dobrej zabawy! Przekaż Natowi, żeby bawił panie za siebie i za mnie. Ciebie zwalniam z tego obowiązku – zacząłem się śmiać i on też. Nie wiem po co ojciec się gnębił i jeszcze czasem organizował wspólne wyjazdy, nigdy nie wracał z nich wypoczęty. Później jeszcze przeprowadziłem z ojcem kilka dłuższych i krótszych rozmów, także z pozostałymi osobami zawiedzionymi moją odmową wyjazdu. Z Tunią, a nawet z matką porozmawiałem kilka razy. Obie nie ukrywały, że mają żal, ale jeśli w zamian będę miał ukończoną rozprawę, to jakoś mi wybaczą.Najtrudniejsza okazała się rozmowa z Babcią! Powiedziała: Udało się jakoś obłaskawić Babcię.Po ich powrocie już nie wracaliśmy do tego, tylko mama martwiła się, że jestem blady i wyglądam na chorego i dodała, że nie takiej przyszłości dla mnie się spodziewała, gdy wybierałem karierę naukowca. – To wszystko wina ojca, że on ci na to pozwolił. Bo przecież ja byłam temu przeciwna. – Nie było reakcji, więc ciągnęła dalej, przeciągając samogłoski – naukowiec, na uniwersytecie… – jakie tam są zarobki?! Śmieszne! Już nie komentowałem tej wypowiedzi, bo nie zliczę dyskusji na ten temat. Malwina – RefleksjeTak, to jest wygodna dla mnie znajomość, ale jedynie doraźna, tylko czy jej, Malwinie, to wystarcza? Określiliśmy na początku naszego związku pewne jego reguły, które dawały względną swobodę każdej ze stron, nie mówiliśmy o miłości ani o dużej, ani o małej, choć nie ukrywaliśmy, że jest nam dobrze z sobą. O pojawieniu się ewentualnych uczuć wyższego rzędu mieliśmy szczerze się informować, chociaż ja czegoś takiego nie zakładałem i jej radziłem to samo. Nie chciałem jej skrzywdzić, ona bardzo chętnie przystała na taki układ, ale niekiedy przychodziło mi do głowy, że jestem świnią, bo nie raz widziałem jak jej bardzo na mnie zależy, jak bez wahania rezygnowała z jakichkolwiek swoich planów i preferencji, byle tylko mnie zadowolić. Szczerze powiem, że coraz mniej mi się to podobało. Nie chciałem być egoistą…, nie byłem egoistą! Inne dziewczynyMiałem jedynie wybór między wygodną znajomością bez zobowiązań z kobietą lżejszą – jaką jest np. Nika, a związkiem bardziej uciążliwym i bardziej odpowiedzialnym z kobietą tzw. porządną. I pomyśleć, że przy pechu jedna i druga z tych kobiet mogłaby zostać żoną! Stąd chyba tak duża liczba rozwodów.
Małżeństwo nie powinno być z przypadku, z wygody, czy też wymuszone ciążą. O dwie pierwsze rzeczy byłem spokojny, natomiast przed trzecią rzeczą, zabezpieczałem się sam. Nierzadko słyszałem, że jestem wymarzoną partią i miałem nawet kilkanaście razy (a może i więcej) tego dowody, kiedy oświadczały mi się dziewczyny, a nawet próbowały wmówić mi ojcostwo właśnie kiełkującej ciąży. W jednym przypadku dziewczyna przez długi czas utrzymywała, że jestem sprawcą jej ciąży i w uporze trwała aż do chyba piątego miesiąca! Byłem spokojny, chociaż w końcu już zacząłem się niepokoić, czy jestem na pewno dobrze zabezpieczony za pomocą bardzo nowoczesnej medycyny. Jak się później okazało dziewczyna liczyła przynajmniej na spore odszkodowanie, a tatuś jej przyszłego dziecka uciekł po prostu za granicę. Nie zawsze informowałem o moim prawie stuprocentowym zabezpieczeniu, stąd wynikały czasem te arcyciekawe pod względem psychologicznym sytuacje. Ostatnio zaczynałem dostrzegać niebezpieczne zaangażowanie Malwiny.Ciekawe, że nigdy nie nazwałem jej, ani żadnej innej, moją dziewczyną. Mogłem to uczynić w co najmniej dwóch, trzech przypadkach, ale jakoś nie przyszło mi to do głowy. Sam zastanawiałem się, dlaczego tak jest, przecież nic by to nie zmieniało. Za to koledzy i rodzina używali tego określenia. Kiedyś wynikła zabawna sytuacja, gdy użyłem zwrotu „moja obecna”, ktoś z przyjaciół dodał „dziewczyna”, a ja „nieee”, „jak to nie?” „nie dziewczyna? A kto?”. Śmiali się, a ja marszczyłem się i nie wiedziałem co powiedzieć. Nie tłumaczyłem, dlaczego tak, chociaż wiedziałem, że to przejściowa znajomość. Jedynie czasem dopadał mnie strach, tak, prawdziwy strach, że mogę przy czymś takim pozostać na zawsze: spokojny seks, rozmowy na poziomie, dające się pogodzić zainteresowania i to wszystko. Wszyscy bliscy wiedzieli, że u mnie lub ze mną jest coś nie tak, jeśli chodzi o relacje z kobietami. Niektórzy z nich próbowali mnie podpytywać o co tak naprawdę chodzi, ale nie mogłem ich zadowolić… sam zwyczajnie nie wiedziałem, dlaczego tak jest. Ale przychodziły takie dni, takie momenty, że wiedziałem jasno i wyraźnie, że jako mężczyzna nie jestem spełniony, że brakuje mi prawdziwej satysfakcji uczuciowej, która mogłaby dopełnić moje niewątpliwe sukcesy zawodowe i wszelkie inne. Teraz, gdy zobaczyłem mojego blondaska, gdy ją już poznałem – wiedziałem dokładnie, bez żadnych wątpliwości, że to jest to, na co tyle lat czekałem. Poczułem naprawdę to, na co czekałem i dlaczego czekałem.Szkoda tylko, cholera, że tak pokpiłem sprawę! Nie mogę sobie darować tego, że wypuściłem ją z rąk! Co? Wstydziłem się przed profesorem, czy przed jakąś babą? Trzeba było sekretarkę odesłać, powiedzieć, że zaraz sam do tego doktora zadzwonię! To dziwne, że tak ważną sprawę, jaką była i jest moja dziewczyna, zrównoważyłem z byle jakąś sprawą, jakiegoś doktorka, sekretarki i – z całym szacunkiem – ze zdawkową rozmową z moim szefem! Mówią mi niektórzy w Instytucie, a także w kręgach prywatnych: jaki ty jesteś mądry, jaki inteligentny czy coś podobnego, a ja teraz nie mogę się doszukać tej mojej mądrości! Straciłem głowę przy niej i to zupełnie. To może mnie jakoś usprawiedliwiać, ale po co mi usprawiedliwienia, gdy i tak nie mogę sobie tego darować! Te wakacje mogły być zupełnie inne, a tak, to będą… no też inne, bo całe zamierzam poświęcić na pracę, dokończę habilitację. Niech padnę raczej, a skończę habilitację. |
∼ 20 ∼ Znów pakowanieW międzyczasie gospodarz zaczął nawet robić jakieś zakupy, mówił, że niby mi pomaga. Chyba kompletnie zgłupiał! Kto tu komu pomaga?! Proponował nawet wspólne śniadania. Co?! Przecież ja nie jadałam śniadań, gdyż przed pracą, około 11.30 jadłam coś w restauracji. W domu robiłam sobie jedynie herbatę. I on to wszystko musiał chyba wiedzieć! W poniedziałek postanowiłam się trochę spakować, tylko jedną torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami.A później do walizki zapakuję pozostałe ubrania, zimowe i różne inne. Teraz tylko rzeczy na wczesno-jesienny czas, no i oczywiście nuty, piosenki, taśmy z podkładem muzycznym. Muzycy włożyli tyle w to pracy, zwłaszcza Sewer, muzyk i kompozytor z „Modernu”, który przez kilka dni (2 – 3) uważał się prawie za mojego narzeczonego. Biedak, żal mi go było przez co najmniej rok. Muszę zabrać też magnetofon, taki maleńki, to się zmieści. Niestety instrumenty – prosty keyboard na pasku naramiennym i skrzypce – będą musiały zostać i książki też, przecież mi ich chyba nie ukradną! Zresztą zamknę pokój, a klucz zabiorę z sobą. Przy okazji wstąpię do szpitala do gospodyni i jej jakoś to wytłumaczę. Po rzeczy zjawię się dopiero, gdy ona wróci do domu. Zapłacę jej połowę czynszu, może trochę mniej, za przetrzymanie rzeczy; przecież i tak nikomu tego pokoju nie wynajmą, dopóki ona nie wróci do domu. Torba była spakowana, ja – w pogotowiu. Z wtorku na środę miał miejsce drugi groźny incydent.Spałam już, szybko zasypiałam, było przed 23. Ale ze strachu spałam chyba z otwartymi oczami, jak zając, dlatego obudził mnie jakiś nieduży hałas, coś jakby chrobotanie przy zamku u drzwi. Zerwałam się na równe nogi, rzeczywiście ktoś (nie było wątpliwości kto!) próbował otwierać drzwi chyba zapasowym kluczem. Dobrze, że robiłam po zamknięciu jeszcze półobrót, żeby nie można było klucza wypchnąć. Ktoś mi kiedyś tak doradził i wydawało mi się to logiczne. Ale nie byłam pewna czy nie można takiego zamknięcia otworzyć na przykład jakimś wytrychem? Podeszłam do okna, małe skrzydło miałam szeroko otwarte. Boże, co robić?! Mogę krzyczeć przez otwarte okno; o tej porze jeszcze ludzie chodzili, ale były to jedynie pojedyncze osoby. Rozważałam gorączkowo – zresztą już wcześniej o tym myślałam – czy mogę wyskoczyć przez okno? Mieszkanie było wprawdzie na pierwszym piętrze, ale pod moim oknem był sklep papierniczo – zabawkarski i nad nim jakiś daszek, który był w sumie tuż pod moim oknem. Na początku, gdy wynajęłam ten pokój, to zastanawiałam się, czy ktoś po tym daszku nie mógłby do mnie wejść przez okno? Czy mogę zostawić je otwarte? Wydawało mi się, że ten daszek stwarza pewne niebezpieczeństwo. Teraz wydawał mi się zbawienny. Po dłuższej chwili chrobotanie ustało. Chciałabym wiedzieć, czy on myśli, że ja śpię i nie słyszę? I po co on te drzwi chce otworzyć???Zauważyłam, że wieczorem popija jakieś „procenty” i dlatego pewnie robi się odważny. Ciekawe, co zamierzał zrobić? Lub co by powiedział, gdybym zaświeciła światło i zapytała: panie Kubiak, co się stało? O co panu chodzi? Czy może coś niedobrego z żoną? Ale nie chciałam oczywiście ryzykować i zaspokajać ciekawości, ta opcja była tylko w dalekiej teorii. Ale strach był całkiem realny i już wiedziałam, że nie mogę tu dłużej zostać!Rano zauważyłam, że mówię coś od rzeczy – tak bardzo byłam zdenerwowana (Ja! A nie on!). Drżałam ze strachu, toteż żeby nie myślał, że jestem tak zupełnie sama zaczęłam coś bezładnie mówić o jakimś koledze, który ma tu zaraz przyjść… Bałam się pójść do łazienki, przy drzwiach powiedziałam, że mam zamiar pójść do szpitala do jego żony, żeby tylko odwieść go od zbliżania się do mnie. Ale znów zaprosił mnie na śniadanie i nawet usiłował sam coś przygotować. Zapytał słodko:
O, przypomniały mu się teraz czasy kawalerskie, a to zapowiadało się groźnie. Zdążył wczoraj być u fryzjera, zaczął się staranniej ubierać, no i prawienie komplementów z fazy śmiesznej weszło w fazę ostrą. To wydawało mi się najbardziej niebezpieczne. A w dodatku zapowiedział: – Dzisiaj wieczorem będzie piękny film, zapraszam panią do wspólnego oglądania. To będzie film „Mayerling”, historyczny i o wielkiej miłości. Pani mówiła kiedyś, że interesuje się historią, a o miłość to chyba pytać nie trzeba, bo każda młoda dziewczyna, to wiadomo… Myślałam: co wiadomo?! Co wiadomo?! Ty debilu!!!Nie wahałam się już, zabrałam spakowaną torbę, wrzucając jeszcze do mniejszej torby naprędce jakieś inne rzeczy i wyszłam wcześniej do pracy. Nie wiedziałam co zrobię z noclegiem, ale tu już nie wrócę, nie dam rady. Strach był wprost paraliżujący. Myślałam po drodze jak to jest możliwe, że mężczyzna ma przywileje, jeśli chodzi o inicjatywę seksualną. Nawet więcej – z racji swej przewagi fizycznej, może sięgnąć sobie po jakąkolwiek kobietę, nie pytając jej o zgodę i nawet wyraźnie wbrew jej woli. Jakie to niesprawiedliwe! Jakie ohydne! On może realizować sobie swoje potrzeby, a ona musi się bać!
Brzydziłam się mężczyznami poza nielicznymi wyjątkami i również bałam się ich. Bałam się, że skrzywdzi mnie ktoś przypadkowy, zanim się zakocham w kimś, komu z ochotą się oddam. Bałam się też, że jeśli mnie ktoś zgwałci, to ja tego nie przeżyję albo stanę się taką dziwaczką, że już nikt nie będzie mnie chciał lub że ja nikogo nie będę chciała, że nie będę mogła chcieć! Nie miałam jeszcze żadnych tego typu doświadczeń z mężczyznami. Bałam się pierwszego kontaktu i to z kilku powodów, że moje zachowanie będzie nieodpowiednie, w sytuacji, gdy akurat będzie mi na kimś zależało, że będzie bolało, nie mówiąc już o skrępowaniu. Dlatego niekiedy przechodziła mi przez głowę myśl, żeby zrobić to z kimś nieważnym, przypadkowym, ale przyzwoitym, żeby mieć to już poza sobą.Spośród moich koleżanek rzadko która nie miała doświadczeń seksualnych. Ale one jednak były zazwyczaj o dwa lata starsze. Niektóre okłamywały w jedną, inne w drugą stronę. To znaczy mówiły, że są już dawno po, gdy tymczasem nie było to prawdą (znałam taki przypadek) lub też mówiły, że są niewinne, a miały bogatą przeszłość. Trudno było się zorientować jak to naprawdę wyglądało. Dziewczyny nie tak chętnie opowiadają sobie o intymnych sprawach, jak mężczyźni. One częściej mówiły o miłości, o marzeniach. A kontakty seksualne albo skrywały albo niechętnie mówiły o szczegółach. Ja nigdy nie dopytywałam, jeśli koleżanka sama o tym nie mówiła. A gdy któraś ujawniała intymne szczegóły czułam się zawstydzona i nie wiedziałam jaki mam dodać komentarz. Byłam oczytana w literaturze z tego zakresu, obok innych książek, ponieważ w ogóle czytałam bardzo dużo. Rzucałam się pasjami na jakąś tematykę i chciałam na ten temat jak najwięcej wiedzieć. Byłam zatem ogólnie zorientowana w teorii, ale też się tym nie chwaliłam, a o praktyce nie mówiłam wcale. Na pytania o moje doświadczenia nie odpowiadałam w ogóle ani tak, ani nie. Po krótkim zastanowieniu mówiłam zagadkowo: kto to wie??? Już na kilka dni przed inauguracją roku zaczęłam się denerwować: czy mogę spotkać tego pięknego mężczyznę?Myślałam o nim: mężczyzna a nie chłopak, intuicyjnie wyczuwając, że nie jest już chłopakiem, ale młodym mężczyzną. Zastanawiałam się, gdzie jest granica między tymi określeniami i czy w ogóle jest jakaś wyraźna? I od czego to zależy? Wyglądał bardzo młodo, ale niekiedy przychodziło mi do głowy koszmarne pytanie: czy czasem nie ma już żony? Bo nie wygląda na 20 – 24 lata, tylko na kilka lat więcej. Ale na ile? Nie wiem, przecież go nawet dobrze nie widziałam. Za mało patrzyłam, szkoda. Chyba był postawny, ale ani gruby, ani chudy i dość wysoki, nie, nawet bardzo wysoki. Szkoda, zauważyłam i zapamiętałam tylko strzępy… Najbardziej pamiętam jego oczy i włosy, i tak mniej więcej usta. I te włoski, takie podniecające… na przedramieniu, na wierzchu dłoni… i nawet na palcach, takie urocze… |
Jajecznica, źródło: Wikimedia Commons











