Karolina przypuściła szturm
Blog: 9 Lipca

Karolina przypuściła szturm. Nowa koleżanka. 9 Lipca (14)

 

Karolina przypuściła szturm. Nowa koleżanka. 9 Lipca (14)

∼ 14 ∼

Tak, Karolina przypuściła szturm.

Tak to wyglądało. Początkowo zdziwiłem się nieco; obiecaliśmy sobie nie komplikować życia. Zostawić sobie maksimum swobody, a wprowadzić troszkę kolorytu czy po prostu uprzyjemnić sobie wakacje. Ale już jesienią, gdy miałem znacznie mniej wolnego czasu i wakacyjne wypady trzeba było zawiesić, Karola zaczęła wydzwaniać do mnie:

– Coś się stało? – specjalnie tak pytałem, żeby przypomnieć jej, że miała dzwonić do mnie tylko w wyjątkowych sprawach. Czasami nie odbierałem telefonu, później oddzwaniałem, ale nie śpieszyłem się. Mówiłem, że gdy jestem w pracy, to prywatnie jestem niedostępny.

– Wiesz, mam trochę wolnego czasu, może byśmy gdzieś wyskoczyli? Albo pobyli u mnie? – miała nieduże ładne mieszkanie. Oczywiście, spędzaliśmy tam trochę czasu, bywaliśmy też na jakichś imprezach lub koncertach, a nawet na wspólnych zakupach. Aż któregoś dnia poprosiła mnie:

– Makssss – często przeciągała to „es” – może wybralibyśmy się na chwilę do moich rodziców, mają rocznicę ślubu, no i wiesz będziemy też świętować moje wkrótce urodziny. Wyprawiają to razem – zaskoczyła mnie tym.

– No nie wiem, a kiedy? – nie bardzo mi to odpowiadało, bo jeśli jakaś dziewczyna ciągnęła mnie do rodziców, aby im mnie przedstawić, to zawsze oznaczało coś niebezpiecznego dla mnie.

– W tę sobotę. Akurat nie występuję, więc dobrze się składa, no i wiesz, oni sobie nic nie pomyślą – dodała szybko, jakby chciała mnie uspokoić, żebym tylko się zgodził.

– Dobrze, ale nie mów im nic o mnie.

– Nie, no nie, nie bój się, nie przedstawię cię jako mojego narzeczonego – i zaczęła lekko się śmiać.

Rodzice byli bardzo sympatyczni, mama mi nadskakiwała, aż mnie to krępowało. Goście mieli przyjść nieco później. Ojciec zatrudniony był w jakimś młodzieżowym klubie sportowych jako trener, dorabiał sobie też sędziowaniem na zawodach dziecięcych i młodzieżowych. Matka była księgową w dużej firmie państwowej.

Ojciec zaczął narzekać, że czuje się w klubie wykorzystywany, że to mało płatne, że musi ganiać jeszcze na boisku, żeby dorobić. Zakończył swoje narzekania pewnym projektem:

– Gdyby tak udało mi się założyć coś swojego – mówił to w moim kierunku, przypuszczam, że żona i córka znały jego zamysł – to wtedy nie musiałbym się tyle napracować. A z bieganiem coraz gorzej. Wie Pan, lata lecą, już siły nie te.

– A co Pan zamierza – wypadało się zainteresować.

Karolina przypuściła szturm

– Najchętniej założyłbym jakąś szkółkę piłki nożnej dla małych – patrzył na mnie uważnie – teraz dzieci garną się do sportu. Zatrudniłbym kogoś młodego do prowadzenia zajęć, no. I pomalutku rozwijałbym szkółkę…

– Tak, to pewnie dobry pomysł, dlaczego nie – przytaknąłem.

– Tylko widzi Pan, kredytu nie mogę załatwić; chcą jakieś kosztorysy, jakieś zabezpieczenia, a z tym to jest gorzej… A przecież to nieduże pieniądze… Banki teraz zrobiły się takie ostrożne – i już zacząłem się domyślać, że to wszystko jest ukartowane. Że to taka zakamuflowana prośba o pomoc.

Ale czy ja wspominałem, że jeden z wujków jest bankierem? Może ja nie, ale ktoś z mojego towarzystwa kiedyś mógł coś nadmienić na ten temat. Szybko pomyślałem: może mu to jakoś ułatwić? W końcu spotykałem się z jego córką już chyba ponad rok. Zapytałem wprost:

– Czy Pan może prosi mnie o pomoc w załatwieniu kredytu? – wtedy on zrobił duże oczy, zaczął „pufać” i wiercić się na fotelu.

– No nie wiem, czy Pan ma takie dojścia – ale ja już wiedziałem, że on wie, że „takie dojścia” mam. Wtedy Karolina szybko się włączyła i szczerze wyznała:

– Kiedyś ktoś z twoich przyjaciół, chyba Darek coś wspominał, że komuś pomogłeś, że masz wujka…

– Tak, dobrze – zgodziłem się – ale nie obiecuję, że będzie załatwione, tylko spróbuję porozmawiać i przekażę wiadomość przez Karolinę. – Byłem pewien, że to załatwię, bo to chyba rzeczywiście nieduże pieniądze. Człowiek robił wrażenie uczciwego, ale chciałem trochę to przeciągnąć. Nie spodobał mi sposób, w jaki chcieli to załatwić.

A najbardziej winiłem Karolinę.

W ostatnich miesiącach, już po załatwieniu kredytu ojcu Karoli, jej rodzice mnie wciąż zapraszali, ale jakoś wymigiwałem się. Chociaż kilka razy tam byłem. Wciąż traktowali mnie, jak jakiegoś księcia, było to kłopotliwe.

Karola natomiast nieustannie namawiała mnie na spotkania i nawet inicjowała te intymne, jakby chciała mnie przywiązać do siebie. Pewnie chciała też być pewna, że nie spotykam się z innymi dziewczynami. To wszystko zaczęło mnie nużyć.

Karolina przypuściła szturm

Im więcej ona naciskała, tym bardziej ja odsuwałem się. Nie wiedziałem jednak, jak poradzić sobie z seksem? Czułem, że dłużej nie będę mógł przeciągać tej znajomości, ale w łóżku było mi z nią dość sympatycznie. Była świadomą i wyzwoloną kobietą. Miałem wszystko, co chciałem. Ona nieraz dopytywała:

– I co? – przeciągała się – jak było? – pytała zalotnie. Ja byłem raczej małomówny.

– Jak zawsze, wspaniale – odpowiadałem lub coś podobnego – przecież wiesz…

– Ale chcę, żebyś mi to powtarzał, nieustannie – robiła przy tym różne pozy, takie, które najbardziej mnie podniecały.

– Jesteś taki powściągliwy – a przecież filozof, to powinien być wielomówny – sam coś takiego kiedyś powiedziałeś.

– Tak, ale na inne tematy – myślałem, że może i na te, ale niestety, nie do tej dziewczyny.

Szkoda, cholera, szkoda, bo dziewczyna jest całkiem, całkiem… Tylko dlaczego ja jej nie kocham???

– A kiedy zaprosisz mnie do siebie? Już tak długo się znamy, a ja jeszcze nie byłam u ciebie w mieszkaniu… Chyba nie trzymasz tam, jakiejś zapasowej dziewczyny?

– Ależ tak, nawet dwie – odparłem ubawiony i szybko zmieniłem temat.

Mimo postanowienia, że zacznę żyć normalnie, tak, jakby „warkoczyk” nie istniał, to nadal realizowałem zasadę, żeby nie zapraszać dziewczyn do mojego mieszkania. Wiele razy byłem już bliski zaproszenia Karoli, co miałoby dla mnie dość symboliczny wymiar: mianowicie, że uporałem się z mrzonką o „blond warkoczyku”, że otrząsnąłem się z tego.

Ale nie zdobyłem się jednak na zaproszenie jej do mnie, chociaż kilkakrotnie wprost się wpraszała. I już wiedziałem, że i ten dość długi jak na mnie związek, prawdopodobnie okaże się przejściowy, mimo że spotykaliśmy się przez około dwa lata. Mieszkanie miało być moim azylem – tak tłumaczyłem rodzinie, ale czułem gdzieś pod skórą, że to mieszkanie czeka, wciąż czeka, na tę jedyną…

W sylwestra, dobrze się bawiliśmy, Karolina chyba wypiła nieco za dużo i w pewnym momencie zaczęła płakać.

– Czy ty nie widzisz, że cię kocham? Zrobiłabym wszystko dla ciebie. Już tak długo się znamy i przecież jest nam bardzo dobrze z sobą – próbowałem ją uspokoić i przenieść tę rozmowę na inny termin:

– Karola – mówiłem dość czule – przecież nie możemy teraz kontynuować takiej rozmowy, wypiliśmy chyba za dużo – ona potakiwała, ale nadal się mazała. Nawet rozmazał się jej makijaż.

Jeśli jestem uczciwy, to powinienem jak najszybciej powiedzieć jej prawdę – że jej nie kocham. Dodałem jeszcze, że próbowałem się zakochać, co nie do końca było prawdą, ale mi się nie udało.

Nie chciałem jej krzywdzić, ale też nie mogłem już dłużej tego ciągnąć. Właśnie z tego powodu.

 

∼ 14 ∼

W piątek egzamin ustny

w godzinach od 10 do 14 – w formie raczej rozmowy.

Nowa koleżanka mówiła:

– Posłuchaj, będę mniej więcej o 12.30, bo zamierzam przyjechać późniejszym pociągiem.

– A z daleka jedziesz? – zapytałam.

– To jest około 110 km, zależy jakim pociągiem jadę… Gdybyś była też o tej porze, to byłoby miło – Asia mówiła zachęcająco i sympatycznie się uśmiechała. Odpowiadałam jej grzecznie, ale bez ekscytacji. Byłam nie tyle spokojna, co ogromnie zmęczona.

– Oczywiście, zatem nie muszę też się zrywać i przynajmniej się wyśpię, nawet jeśli w nocy nie będę spać.

– W ogóle nie powinnaś się przejmować, przecież widziałam, że jesteś dobrze przygotowana – pokręciłam niepewnie głową.

Ale tego dnia spotkał mnie ogromny pech. Dlaczego, myślałam, dlaczego to akurat musiało się stać teraz! Dzisiaj! Tramwaj się zepsuł! To znaczy tylko drzwi, nie można było ich zamknąć i motorniczy kazał wysiadać! Wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie! Taksówki nie mogłam złapać, postoju też nie warto szukać, stracę tylko czas. Co teraz robić?!

Karolina przypuściła szturm

Na szczęście nie było już bardzo daleko. Szłam do przodu bezwiednie, byle bliżej. Szłam coraz szybciej i szybciej! Byłam coraz bliżej. Nie było tak źle, chociaż czułam coraz większe zdenerwowanie, że nie zdążę.

Szkoda. Teraz było mi strasznie żal. Bo tak dobrze mi poszło pisanie i może miałam spore szanse? Teraz zaczęło mi bardzo zależeć. Teraz, kiedy wkradała się myśl, że mogę nie zdążyć.

Jestem w kampusie, ale gdzie to dokładnie było?! Gdzie jest najkrótsza droga?! Tak, to ten budynek.

Muszę zwolnić, bo jestem okropnie zmęczona. Nagle – Asia!

– Jesteś! – krzyknęła – szybko! – z nami biegł po schodach jakiś chłopak, dobrze zbudowany; wyprzedzał nas zdecydowanie i czekał, to znów wyprzedził i znów czekał. Znaleźliśmy się przed drzwiami. Asia zauważyła:

– Jest jeszcze 25 minut.

– Nie, 30 – skorygował chłopak. Prawie – doprecyzował.

Wtem drzwi się otworzyły i wyszedł jakiś pan – doktor? – i zapytał:

– Czy jest jeszcze ktoś na egzamin?

Moi nowi znajomi odpowiedzieli: tak! i pokazali na mnie – ja nadal ciężko dyszałam. Patrzył na mnie, marszcząc twarz:

– A co tak późno? – spojrzał na zegarek. Moi znajomi jednocześnie mówili, że wypadek, że tramwaj, że coś tam jeszcze, a ja tylko kiwałam głową. Poprosił mnie do środka.

Po sprawdzeniu tożsamości, zasiadłam przed komisją, złożoną z trzech osób. Na dużej sali siedziały jeszcze jakieś dwie inne komisje i tam też przepytywani byli kandydaci. Słychać było odległe rozmowy. Ten pan, który mnie poprosił, pierwszy zadał mi pytanie:

– Jaki temat wybrała Pani na egzaminie pisemnym?

– Temat pierwszy, o roli filozofii… – lekko się zdziwił i powiedział:

– To ciekawe, ale zauważyłem, że panie bały się tematu o miłości.  Dlaczego, jak Pani sądzi? Dlaczego żadna z pań, które w tej komisji zdawały egzamin nie pisały o miłości, a kilku panów – tak.

Zaczęłam odpowiadać:

– Prawdopodobnie dlatego, że miłość to bardzo trudny temat i panie o tym wiedzą, a panom wydaje się ten temat lżejszy i że można się z nim łatwo uporać. Trudno powiedzieć o miłości coś ciekawego, niebanalnego i coś prawdziwego, nie obnażając się przy tym. Kobiety pewnie są bardziej wstydliwe i dlatego unikają uzewnętrzniania swoich uczuć, swoich doświadczeń w tej materii.

Karolina przypuściła szturm

Panowie traktują miłość bardziej luźno i nawet czasami z humorem. Jest to jeden z tych przyjemnych tematów, kiedy można się pośmiać. Kobiety, które głębiej i trwalej się zakochują, mają być może bardziej gorzkie doświadczenia.

Pisząc, czy tylko mówiąc o miłości, trzeba tak czy owak sięgnąć do własnych doświadczeń. To są głęboko skrywane uczucia przez kobiety. Nieco inaczej jest u mężczyzn, gdzie to wszystko jest bardziej na wierzchu lub po prostu, panowie miłość lekceważą. Łatwiej im o tym pisać, bo miłość jest dla nich często czymś banalnym – mówiłam coraz odważniej.

– O, ale nam pani wystawiła laurkę – zwrócił się do drugiego pana w komisji.

Jakaś starsza pani, siedziała w środku. Zwracali się do niej „pani profesor”. Ten drugi też był profesorem, już w dojrzałym wieku. Pani profesor od razu spodobała się moja odpowiedź i powiedziała:

– Nie wiem, czy to już było pytanie zasadnicze, czy nie, ale ja oceniam pani odpowiedź wysoko.

Potem były jeszcze inne komentarze i pytania, co czytałam z filozofii, co mnie w niej interesuje i dlaczego chcę studiować filozofię. I tu poszło mi znacznie łatwiej. Mówiłam już płynnie, przytaczałam lektury, z którymi się zapoznałam.

– Muszę jednak wyrazić żal, że niektórych treści w ogóle nie rozumiałam – zakończyłam swoją wypowiedź.

Spodobała im się szczerość wypowiedzi i że tak dużo już wiem o filozofii. Podziękowali.

Moi nowi znajomi czekali na korytarzu. Asia przedstawiła mi teraz chłopaka:

– Mój chłopak – Michał – powiedziała z zadowoloną miną.

– Wszystko tak robisz na ostatnią chwilę? – dopytywał on. Asia się śmiała, ja też się uśmiechnęłam już rozluźniona. Pytali też jak poszło. Wzruszyłam ramionami i powiedziałam:

– Chyba dobrze, ale to się okaże na tablicy ogłoszeń za tydzień – powiedziałam, jak zwykle, niczego niepewna.

– A tobie? – grzecznie spytałam, zwracając się do nowej koleżanki.

– Coś tam mówiłam. Misiu mówił mi, żebym mówiła cokolwiek, że to lepiej niż gdybym nic nie mówiła. Że na filozofii to trzeba mówić wszystko jedno co, byle mówić – śmiali się.

– Tak, to rzeczywiście zabawne – odrzekłam grzecznie.

– Michał studiuje na politechnice, już teraz na czwartym roku – mówiła z dumą Asia.

– To znaczy od października – uzupełnił on. Widziałam, że chętnie na mnie patrzy, ale krępuje się przy swojej dziewczynie.

– Szkoda, że mamy pociąg niedługo – ciągnął – bo poszlibyśmy na lody, ale odłożymy to… – tak, tylko odłożymy – zaakcentował wyraźnie – do października.

– Jeśli będziemy przyjęte! A ty nie dziel skóry na niedźwiedziu! – mówiła lekko podekscytowanym głosem Asia.

– Tak, lepiej myśleć ostrożniej i zakładać gorsze niż lepsze, bo lepsze nie wytrąci nas z równowagi, a gorsze – tak – zgodziłam się z Asią. Asia zapytała:

– Czy ty mieszkasz tu, w Alpinie? – odpowiedziałam:

– I tak i nie. Rodzice mieszkają bardzo daleko, ja tu wynajmuję pokój, ale wolałabym mieszkać w akademiku.

– Ja też – podchwyciła Asia. – Jak się tylko dostanę, zaraz złożę podanie o przyjęcie. – Była już zorientowana, co trzeba dołączyć do podania i poinformowała mnie o tym. Zaświadczenia o dochodach rodziców i udokumentowaną liczbę osób w rodzinie. Ja już to wiedziałam z poprzednich studiów, ale na razie nie zdradzałam się. I dodała:

– Fajnie by było razem zamieszkać, jeślibyś chciała? – zawiesiła głos.

– Eee – zdziwiłam się, że jest taka szybka – jasne, chętnie, jeśli wszystko się uda?

Pożegnaliśmy się bardzo miło przy wyjściu z kampusu. Asia zapytała mnie jeszcze:

– A już wiesz, kiedy będziesz odczytywać wyniki?

– Nie jestem pewna, bo zamierzam podjąć pracę w wakacje i nie wiem, jakie będę miała godziny pracy. Zapisałyśmy więc swoje nazwiska, żeby sprawdzić je na liście przyjętych.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *