Moja historia z Copytrack
Moje rozmowy z Sibi

Copytrack: Moja historia (Si1)

Copytrack: Moja historia

Czy darmowe zdjęcia z Internetu mogą kosztować majątek?

Prowadząc bloga, dbamy o to, by treść była ciekawa, a oprawa graficzna cieszyła oko. Wielu z nas korzysta z banków zdjęć takich jak Pixabay czy Wikimedia Commons. Wydaje się to bezpieczne, prawda? Niestety, coraz częściej możemy paść ofiarą tzw. copyright trollingu.

Ostatnio otrzymałam pismo od firmy Copytrack, żądającej setek euro za obrazek (skromną grafikę ludzika z wiertłem), który pobrałam legalnie lata temu. Zob. poprzedni Wpis, w którym opisałam, jak to się zaczęło, czyli moją historię z Copytrack: Czy obrazki Pixabay są darmowe? 

Jak nie dać się trollom autorskim?

Oto, co poradziła mi „wszechwiedząca” Gemini (sztuczna inteligencja, z którą skonsultowałam moje kroki):

  1. Archiwizuj dowody: Nawet jeśli nie wyświetlasz daty pod wpisem, system (np. WordPress) ją zapamiętuje. To dowód, że zdjęcie było na stronie wcześniej niż roszczenie firmy.
  2. Licencja nie wygasa: Jeśli pobierasz zdjęcie na darmowej licencji, autor nie może po czasie żądać opłaty tylko dlatego, że zmienił zdanie lub sprzedał prawa agencji. 
  3. Nie daj się zastraszyć: Firmy te działają automatycznie. Często „strzelają na oślep”, licząc na strach odbiorcy. 
  4. Sprawdzaj źródła: Zawsze warto zachować oryginalną nazwę pliku z Pixabay – to ułatwia udowodnienie pochodzenia grafiki.

Co o Copytrack mówią inni? (Głosy z sieci)

Nie jestem w tym sama. Internet pełen jest ostrzeżeń przed agresywnymi metodami tej firmy:

  • Dotspice.com: Zwraca uwagę na „strategię opartą na masowym straszeniu, nierzadko bez precyzyjnego określenia, o które zdjęcie chodzi”. 
  • Webinsider.pl: Autor zauważa, że Copytrack działa hurtowo, licząc na to, że „ktoś się przestraszy i zapłaci ugodę”. 
  • Businessbay.pl: Podkreśla, że firma wykorzystuje automatyczne narzędzia do monitorowania sieci, co budzi ogromne kontrowersje etyczne.

Internet wszechobecny i konieczny

Moja historia z CopytrackO Internecie – jak prawie o wszystkim – można mówić dobrze i źle. Jednak mało kto powie, że w dzisiejszym świecie można się bez niego obyć. Ta platforma stała się niezbędna dla naszego funkcjonowania.

Na temat informatyzacji pisałam już wcześniej w artykułach:

Technika internetowa pędzi tak szybko, że zebrane przeze mnie wcześniej materiały mogą wydawać się lekko nieaktualne, ale jedno pozostaje niezmienne: potrzeba bezpieczeństwa. Internet ułatwia życie, ale martwi mnie rosnąca liczba agresywnych zachowań i nadużyć, takich jak wspomniany trolling.

Ciekawa jestem, jakie doświadczenia mają inni autorzy internetowi z bankami zdjęć? Z jakich serwisów „obrazkowych” można bezpiecznie korzystać?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *