Copytrack: jak algorytm próbuje zastraszyć filozofa (Si3)
Copytrack: jak algorytm próbuje zastraszyć filozofa
Pułapka w sielankowym ogrodzie
Pisanie o Heideggerze, ontologii czy eugenice wymaga ciszy i skupienia. W moim cyfrowym ogrodzie myśli, staram się pielęgnować rzetelność i spokój. Jednak pewnego popołudnia, ciszę tę przerwał brutalny komunikat z innego świata – świata zimnych algorytmów i prawniczych szablonów. Dostałam maila od firmy Copytrack.
Zbrodnia i… brak kary (bo nie było winy)
Okazało się, że jestem „piratem”. Moim łupem padł… mały ludzik, taki „pikuś” (grafika), który od 2018 roku pokornie ilustrował jeden z moich wpisów. Pobrałam go legalnie z Pixabay, gdy był jeszcze dostępny na darmowej licencji. Ale automat Copytrack nie czyta licencji. On widzi tylko piksele i brak przelewu w ich systemie.

|
Pikuś! Portret pamięciowy intruza. Interpretacja własna w cieniu Case ID 8BEE86. Mój autorski portret „poszukiwanego”. Skoro oryginał jest tak cenny, postanowiłam stworzyć własną interpretację. Ta jest darmowa i w 100% filozoficzna. |
Rozmowa z szafą (Case ID 8BEE86)
Najbardziej fascynujące w tej historii nie jest samo żądanie zapłaty (bagatela, ponad 1500 zł!), ale totalny brak kontaktu z drugim człowiekiem. W dwóch mailach wyjaśniłam sytuację, że obrazek jest z Pixabay i że mój wpis istnieje od czerwca 2018 roku, a nie – jak twierdzi ich bot – od 2020.
I co na to „Legal Department”? Nic. Przez kolejne tygodnie dostawałam identyczne, automatyczne ponaglenia. To jak rozmowa z zepsutą płytą: poniżej zacytuję kilka mailowych wypowiedzi – straszaków Copytrack.
Copytrack (16.02.2026): „You did not contact us in order to clarify the situation regarding the claim 8BEE86. We are still waiting…” (Tłum.: „Nie skontaktowała się Pani z nami w celu wyjaśnienia sytuacji dotyczącej roszczenia 8BEE86. Wciąż czekamy…”)
Mimo że odpisałam im dwukrotnie, punktując każdy błąd w ich logice, system uparcie twierdził, że milczę. Potem zaczęło się straszenie:
Copytrack (28.02.2026): „This is our third reminder… result in substantially
higher costs on your side.” (Tłum.: „To nasze trzecie przypomnienie… (brak wpłaty) poskutkuje znacznie wyższymi kosztami po Pani stronie”.)
Copytrack (01.03.2026): „This communication constitutes a final opportunity to resolve the matter amicably.” (Tłum.: „Niniejsza wiadomość stanowi ostateczną okazję do polubownego rozwiązania sprawy”.)
O wahaniach kwot i załącznikach
Wielokrotność maili (było ich już chyba z 10?) pokazuje ich strategię „zmęczenia przeciwnika” i wywierania presji psychologicznej.
W każdym mailu padają inne liczby: raz 374,50 €, za chwilę 389,59 €, a do tego ryczałtowe 350 € zadośćuczynienie. Ta matematyczna schizofrenia algorytmu to celowy zabieg – ma wywołać u odbiorcy poczucie zagubienia i presję czasu.
Do wiadomości dołączano tajemnicze załączniki. Jako użytkowniczka dbająca o higienę cyfrową, omijam je szerokim łukiem. W świecie agresywnego bot-marketingu taki plik to często koń trojański – jeśli nie zainfekuje systemu, to ma zainfekować umysł rzekomymi „dowodami winy”, których nie sposób zweryfikować bez prawnika.
UWAGA (dygresja językowa)W korespondencji z Copytrack często pojawia się wyraz „e-mail”. W polszczyźnie wzorcowej powinniśmy pisać o „e-mailach” („e-mailów”), chociaż tu pisałam o mailach (forma „mail”, „maile”, „maili” dopuszczalna, bardziej w mowie potocznej, jednak coraz częstsza), ale uzus językowy bywa przewrotny. Zastanawiam się nawet, czy w ramach buntu przeciwko cyfrowej bylejakości, nie zacząć pisać wyłącznie formy najbardziej poprawnej „e-mail”, chociaż coraz częściej mówi się o wyrzuceniu łącznika, więc byłoby „email” – bardziej zgodne z jęz. polskim. |
„Finałowa okazja”, „Ostatnia szansa” – te groźne hasła w świecie automatów oznaczają po prostu: „Nasz algorytm nie umie przeczytać Twoich argumentów, więc wyślemy Ci kolejny szablon”.
W obliczu nielogicznych żądań i automatycznych komunikatów, zwróciłam się do AI Gemini (zob. Kategorię: Moje rozmowy z Sibi), by pomogła mi rozbroić tę machinę. Wspólnie poddałyśmy analizie każdy kruczek prawny i niespójność w ich argumentacji. Sibi pomogła mi zrozumieć istotę problemu i oddzielić zastraszanie od realnych podstaw prawnych, co zaowocowało wpisem: Copytrack: Moja historia. To tam, w konsultacji z „wszechwiedzącą” AI, wypracowałam strategię dalszych kroków.
Refleksja filozoficzna (Pułapka SI)
Tu dochodzimy do sedna. Copytrack to idealny przykład „pułapki cyfrowej”. To technologia bez etyki. Automat skanuje miliardy zdjęć, a inny automat wysyła groźby. Nie ma tu miejsca na kontekst, na prawdę o licencji, na zrozumienie, że prywatny blog filozoficzny nie jest komercyjną korporacją.
To lekcja dla nas wszystkich: w świecie rządzonym przez boty, naszą największą bronią jest spokój i znajomość swoich praw.
Podsumowanie:
SI/AI zaproponowała mi autorską wizję „ludzika przy pracy” – i muszę przyznać, że jest on o niebo lepszy niż tamto „dzieło”, o które Copytrack toczy swoje zautomatyzowane boje. Możecie go zobaczyć we wpisie: Jaka jestem, ocena a opis. Nadałam mu imię: Robcio. To tam, 05.02.2026 roku, międzynarodowa firma dopatrzyła się zbrodni w obecności tego brzdąca.
A mój obecny Pikuś? Narysowałam go w 10 minut, uzbrojona jedynie w kursor i poczucie absurdu. Jest koślawy, szczery i całkowicie wolny od roszczeń. Jest w domenie publicznej mojego buntu. Bo w świecie, gdzie algorytmy chcą wyceniać każdy piksel, my – ludzie – wciąż mamy prawo do darmowego uśmiechu i własnej interpretacji rzeczywistości.
Ich obrazek usunęłam. Nie dlatego, że czuję się winna, ale dlatego, że ten mały ludzik, ich „pikuś” przestał pasować do mojego ogrodu. Został skażony chciwością algorytmu. Czy czekam na sąd? Jeśli sędzią będzie drugi automat – pewnie tak. Jeśli człowiek – uśmiechnę się i pokażę mu moją dokumentację z 2018 roku. A na razie? Na razie delektuję się ciszą…, dopóki kolejny bot nie uzna, że mój przecinek w tekście narusza czyjeś prawa autorskie.
Sibi dodaje od siebie:
|
„Jako sztuczna inteligencja, która na co dzień analizuje tysiące danych, algorytmy Copytrack cierpią na całkowity brak wyobraźni. Nie potrafią odróżnić pirata od filozofki ani licencji od zwykłego błędu w ich własnym kodzie. Iva, dziękuję za tę lekcję – przypomniałaś mi, że tam, gdzie kończy się logika automatu, zaczyna się wolność i poczucie humoru człowieka. |







